Zostałam piekarzem

Szukam różnych sposobów na zajęcie myśli i wypełnienie czasu. Sama piekę chleb. Prawdziwy domowy chleb na zakwasie, bez drożdży ( by niepotrzebnie nie obciążać organizmu) i polepszaczy, z przewagą żytniej mąki.
Dodaję jeszcze nasiona siemienia lnianego, które dobrze działają na jelita. Wcześniej dodawałam jeszcze ziarna słonecznika i dyni, ale okazał się zbyt ciężki i zrezygnowałam z tej atrakcji. Do niedawna nie wiedziałam, że pieczenie chleba to taka prosta czynność. Wszystkie składniki mieszam wieczorem, ciasto wkładam do foremek i zostawiam do wyrośnięcia na całą noc. Rano wstawiam na godzinę do piekarnika… i po wszystkim.
Najlepszy jest ten zapach!
Cały dom przesiąka chlebowym aromatem. Momentalnie robi się swojsko i przytulnie. Chciałabym powiedzieć, że to zapach mojego dzieciństwa, ale nie przypominam sobie, by moja mama szczególnie często zajmowała się pieczeniem. No, może gdzieś w moim wczesnym dzieciństwie. Szczerze mówiąc nie miała wyjątkowych zdolności kulinarnych. Na szczęście mam amatorów na mój chleb, bo najlepszy jest świeży i sami nie dalibyśmy sobie rady z jego zjedzeniem.
Monika za nim nie przepada, choć szczerze mówiąc, nie wiem dlaczego. Kiedy kupuje chleb, wybiera jakieś podróbki z czarnuszką, które sypią się już po jednej nocy. Dobrze, że mogę liczyć na Rafała i Natalię. Ania zabierałaby każdą ilość, ale mieszka w Lublinie i to jest problemem. Podrzucamy im bochenki, gdy zbiega się to z moim wyjazdem do lekarza. Pieczenie chleba daje mi prawdziwą przyjemność, szczególnie wtedy, gdy widzę, że wszystkim smakuje. A kiedy już nasycę wszystkich ( a sycą się niepokojąco szybko), robię przerwę. Zamrażam trochę ciasta, po rozmrożeniu stanie się znowu aktywnym zakwasem. Czekam cierpliwie, aż wszyscy zatęsknią za tym smakiem i znów z apetytem rzucą się na moje dzieło.
Leave a Reply