Złość piękności szkodzi

Złość piękności szkodzi

Odkrywam w sobie spore pokłady egoizmu i złośliwości. Może to zazdrość i tęsknota za życiem, którego już nie ma i nie będzie      ( myślę tu o jego jakości). Jeszcze nie odkryłam innych jego walorów, a właściwie to, co odkrywam, nie bardzo mi się podoba.

Ograniczenia chorobą są nie do przeskoczenia, a tak bardzo chciałoby się żyć normalnie! Złoszczą mnie reklamy w telewizji przeznaczone dla dojrzałych pań, które mają cieszyć się życiem. Jasne, a ja? W głowie ciągle iskrzą neurony, czuję zwarcia w skomplikowanych obwodach nerwowych. Mój biokomputer ma ciężki orzech do zgryzienia. Nie mam chwili ciszy tylko ciągły szum w głowie. Chemia (na szczęście chwilowo) zakłóca też działanie mojego słuchu i wzroku. Dźwięki są podwajane echem, które skutecznie utrudnia słyszenie. Do okulisty nie idę, bo wiem, że pogorszona ostrość widzenia minie po odstawieniu leków, ale przecież muszę jakoś funkcjonować. Do czytania mam okulary, a na utrudnienia w oglądaniu telewizji machnęłam dawno ręką. Pamięć też już nie ta, ale nie wiem, czy zrzucać to na karb choroby, czy wieku. „ Są kobiety, którym czas dodaje blasku…”- słyszę kolejny raz tę samą reklamę i złoszczę się, że ja ze swoimi sińcami pod oczami i bladą cerą ( no, chyba że dwa dni po sterydach, bo wtedy jestem purpurowa) raczej do nich nie należę.

Brak mi cierpliwości i kiedy podczas szycia rwie mi się nitka, mogłabym krzyczeć i rzucać wszystkim o ścianę. Oczywiście nigdy tego nie robię, ale zaczynam używać niecenzuralnych słów, co do tej pory było niedopuszczalne. Może szukam wyjścia dla złych emocji? W końcu każdy sposób jest dobry, jeśli daje ulgę.

Lekko irytują mnie radosne plany mojej córci, która właśnie kupiła nowy samochód, a że uwielbia podróżować,  koniecznie chce nas zabierać ze sobą. A ja nie wiem, jak się będę czuła, więc nie chcę planować. Poza tym nie lubię podróży. Jestem domatorką! Zawsze byłam bardzo aktywna. Brałam na siebie wiele obowiązków. Sama malowałam mieszkanie, a teraz patrzę na przykurzone i pobrudzone ( często paluszkami moich wnucząt) ściany i nic z tym nie robię, bo nie mam na to siły. Przekichane!!!

Leave a Reply