W zawieszeniu

W zawieszeniu

Znów czas niepokoju. U mnie stanowi to już normę. Staram się nie panikować i (co trudne) zachować optymizm. Jestem (któryż to już raz) na rozdrożu. O co tym razem chodzi? Oczywiście o zdrowie!

Skończyłam definitywnie romans z Daratumumabem. Znów rozczarowanie. Lek miał być rewelacyjny (i taki z pewnością jest), ale nie dla mnie. Mój szpiczak uparcie stara się być oryginalny. Pozwala się stłamsić, ale tylko na chwilę i nigdy całkowicie. Jakby tego było mało, mój prowadzący lekarz zmienił klinikę i znikł mi z pola widzenia, zaburzając tym samym moje poczucie bezpieczeństwa. Całą 4. linię leczenia byłam pod opieką lekarza pomocniczego. Zaproponował mi teraz kolejny lek, Pomalidomid (ile mi ich jeszcze zostało?).

Mam wrażenie, że wykorzystałam już większość dostępnych w Polsce. Zawsze bez większego powodzenia. Cztery lata i cztery linie leczenia. Co mogą mi jeszcze zaproponować? Planuję przecież długie życie, nie mogę godzić się na bylejakość. Na szczęście czuję się bardzo dobrze. Morfologia i biochemia w normie, ale białko monoklonalne zaczęło rosnąć. Szpiczak się uaktywnia. No i jak mam się nie martwić?

Ponarzekałam, pobiadoliłam, pozamartwiałam się i ruszyłam do ataku. Po pierwsze i najważniejsze odnalazłam swojego lekarza, wybitnego specjalistę od szpiczaka właśnie i całkowicie zdaję się na jego opinię. W końcu nie ma tego złego, co by ( mam taką nadzieję) na dobre nie wyszło. Na czym stoję? Bardzo prawdopodobne, że czeka mnie przeszczep. Nie autologiczny, bo nie udało się u mnie pobrać komórek macierzystych, lecz allogeniczny. Brana jest pod uwagę moja siostra, jeśli oczywiście będzie zgodność. Jeśli nie, szukany będzie obcy dawca, mój brat bliźniak. Możliwa też jest terapia CART-T. To w przyszłości. Teraz czekam na wyniki białka, by sprawdzić, jak szybko wzrasta. Doktor ma konsultować się z innymi lekarzami i wspólnie zadecydują, co dalej. Nie wiem, czy to dobre wieści i co przyniesie przyszłość. Ale poczułam ulgę.

Leave a Reply