W salach szpitalnych spotyka się różnych ludzi…

Mimo zewnętrznych różnic są do siebie podobni. Upodabnia ich do siebie wspólna niedola. Nie ma tu zdrowych, każdy walczy z jakimś potworem i z własną słabością.
To co różni tych podobnych do siebie ludzi, to sposób podejścia do tej przymusowej sytuacji, w jakiej się znaleźli nie z własnej przecież woli. Jedni zamykają się w sobie, kontakty z innymi ograniczając do koniecznego minimum. Zdawkowo odpowiadają na natrętne pytania czy próby zawarcia jakiegokolwiek porozumienia. Często patrzą w okno, odwracając się tyłem do reszty sali, uciekając wzrokiem gdzieś tam za szybę, do swoich pozostawionych domów, niedokończonych spraw czy niewykorzystanych okazji.
Po przeciwnej stronie sytuują się „opowiadacze”
Oni swoje sprawy przenoszą tu, do szpitalnej sali. Z doświadczenia wiem, że bywają niestety bardzo uciążliwi. Wydają się niemal zadowoleni z tego, że znaleźli się w szpitalu. Czy chcesz, czy nie szybko poznasz historię ich życia; członkowie rodziny rozpoznawani się stają z imienia, nazwiska, zawodu czy wykształcenia. Oglądasz niechciane rodzinne zdjęcia, na których uśmiechają się obce ci dzieci, zięciowie czy wnuki. Chcesz czy nie, zachwycasz się nimi i zanim się obejrzysz, rewanżujesz się własną galerią bliskich. Pamiętam panią, która musiała stale mieć jakiegoś słuchacza. Mówiła ciągle i o wszystkim, wszystko mogło stać się pretekstem do mówienia. Często odwracałam wzrok, by nie prowokować fali wypowiedzi. Zagłębiałam się w lekturę czy nakładałam słuchawki od komputera, byleby tylko nie musieć słuchać.
Różna jest też reakcja na potrzebę pomocy innym
Jedni robią to ochoczo, udowadniając swoją dobroć i wrażliwość na cierpienie drugiego człowieka, inni uważają, że od tego jest personel i największym aktem poświęcenia z ich strony staje się naciśnięcie guzika wzywającego zabieganą pielęgniarkę. W salach szpitalnych spotyka się różnych ludzi…
Leave a Reply