W pogoni za słońcem

W pogoni za słońcem

Całkowicie zrezygnowałam z jazdy na rowerze stacjonarnym na rzecz codziennych spacerów. Staram się to robić bez względu na pogodę. Spacer, oprócz niewątpliwych walorów zdrowotnych, ma też wiele innych zalet.

Zawsze biorę ze sobą telefon, by móc uchwycić w kadrze ciekawe zjawiska czy rzeczy. A spotykam ich po drodze bardzo wiele. Ostatnio ścigaliśmy zachodzące słońce. Razem z Anią i maluchami przebrnęliśmy przez wyjątkowo ruchliwą szosę, by znaleźć się na mało uczęszczanej drodze prowadzącej do miejskiego wysypiska śmieci. Tam na szczęście jeżdżą tylko śmieciarki i z rzadka samochody osobowe. Po południu praktycznie nie ma tam ruchu. Tak więc biegłyśmy za małymi rowerkami dzieci, z którymi, odkąd nauczyły się jeździć, praktycznie się nie rozstają. Chciałyśmy zdążyć za zachodzącym słońcem. Było, o dziwo, wyjątkowo szybkie. Dosłownie z minuty na minutę, a być może powinnam pisać o sekundach, zmieniało swoje położenie, przecudnie podświetlając kształty drzew i budynków, rysując nową linię horyzontu. Wszystko powoli zanurzało się w mroku. Na naszych oczach trwał barwny, żeby nie powiedzieć „tęczowy” spektakl. Tego nie zauważa się w codziennej bieganinie. Dopiero prawdziwa chęć zrobienia zdjęcia i zatrzymania tego w czasie pozwala nam skupić uwagę na tym zjawisku. Uczta dla zmysłów!

Z burzą nie ma żartów

Innym razem w tym samym składzie uciekałyśmy przed burzą. Tym razem oprócz estetycznych doznań przeżyłyśmy sporo emocji. Bałyśmy się nie o siebie (w końcu nie wezmą diabli złego), ale o dzieci. Nad głowami kłębiły się ciemne chmury pędzone przez wiatr właśnie w tym samym kierunku, gdzie był cel naszej ucieczki. Nie czułam nawet bolącego kolana. W biegu telefonowałam do Tomka, by wyjechał po nas samochodem. Na szczęście matka natura dała nam wystarczającą ilość czasu, by ta pomoc okazała się zbędna. Zasapani lecz tylko lekko zwilżeni pojedynczymi kroplami deszczu wpadliśmy na podwórko. Już bezpieczni przez szyby okna oglądaliśmy zakończenie naszej przygody.

Lubię samotne spacery

Wtedy nie skupiam się na celu wędrówki, a pozwalam nogom nieść się w dowolnym kierunku. Nucę pod nosem powtarzający się motyw jakiejś piosenki. Gdybym mogła, pewnie rozmawiałabym sama ze sobą. Jedynie obawa przed opinią mijanych ludzi hamuje mnie przed tego typu zapędami. Pewnie stwierdziliby, że dziwaczeję, choć z drugiej strony, co to kogo obchodzi o czym i z kim rozmawiam. Przecież czasem, jak mawia mój syn, człowiek ma prawo porozmawiać z kimś mądrym. Zawsze zbieram śmieci. Może to także ktoś uznać za dziwactwo, ale mierzi mnie zaśmiecanie przestrzeni. Nie mogę spokojnie zdzierżyć walających się przy drodze czy lesie plastikowych toreb, butelek czy opakowań po lodach. Z troską zabieram ze ścieżki pełzające ku śmierci ślimaki czy podpieram złamane gałązki drzewek. Ale najfajniejsze jest obserwowanie obłoków, zmieniających swe kształty wraz z najdelikatniejszym nawet ruchem powietrza. Przy dobrej woli i odrobinie wyobraźni można się w nich dopatrzeć górskich krajobrazów czy bajkowych stworów ilustrujących znane nam z dzieciństwa mity czy baśnie. Ot, taki powrót do beztroskich dziecięcych lat!

Leave a Reply