W drodze po Methadon

W drodze po Methadon

Tak bardzo obawiałam się wyjazdu do Niemiec, że kilka nocy nie mogłam spokojnie spać. Taka już jestem. Jeśli tylko coś burzy mój ustalony porządek dnia, zaczynam panikować. Wiem, że nie jest to do końca normalne. Siedzę w domu, nie pracuję, nic nie muszę i niestety… dziczeję. W popłoch wpędza mnie konieczność wyjazdu do Lublina, więc co tu mówić o podróży do Niemiec.

Po co się w takim razie wybierałam w tę podróż, skoro kosztowało mnie to tak wiele nerwów? Ano po Methadon. Mój lek na wszelkie dolegliwości. Panikowałam, a tymczasem wszystko poszło jak po maśle. Miśka była moim kierowcą i przewodnikiem. Jeździ samochodem jak zawodowiec, a jej biegła znajomość angielskiego bardzo ułatwiła nam życie.

Lekarz wywarł na mnie pozytywne wrażenie

Uśmiechnięty, życzliwy i kompetentny( jeśli chodzi o Methadon). Wytłumaczył działanie leku, opowiedział o spotkaniu z dr Friesen, osoby, która odkryła skuteczność Metadonu w leczeniu wszelkich nowotworów. Powiedział, że nic tak nie drażni pani doktor, jak zrzucanie na ten lek wszelkiego zła. Tymczasem lek jest względnie bezpieczny, a dolegliwości są najczęściej wynikiem choroby. Oczywiście początki przyjmowania Methadonu wiążą się u niektórych osób ze skutkami ubocznymi (pisałam już o tym), ale po okresie adaptacji wszystko się normuje. U mnie ten lek niweluje neuropatię i (mam nadzieję) zwiększa skuteczność chemioterapii. Dostałam co chciałam i następnego dnia rano ruszyłyśmy w powrotną drogę. Kolejny wyjazd za pół roku.

Leave a Reply