Przypowieść o pająku

Przypowieść o pająku

Był ciepły, słoneczny dzień. Jeden z takich, kiedy grzechem jest siedzenie w domu. Odpoczywałam w ogrodzie, wylegując się na nowym leżaku (prezencie od Tomka) i zachwycałam bezdyskusyjnym urokiem działki. Ptaki śpiewały i dokazywały, nie bacząc na moją obecność. Stałam się częścią całości, elementem podwórka, kolejną istotą żyjącą w tym miejscu.

Rozleniwiona zapomniałam na chwilę o mrowieniu ramion, które rozgrzane słońcem chyba mniej mi dokuczały. Nagle patrzę… po ledwie widocznej na tle zieleni nitce zwisającej z gałęzi świerka, prawie przed moim nosem, wspinał się dorodny jak na nasze standardy pająk. Musiał wcześniej być na ziemi. Może nocą żerował na trawniku (nie mam pojęcia czy takie są zwyczaje żywieniowe pająków, ale tak na chłopski zdrowy rozum, po co inaczej zjeżdżałby na dół). Teraz cierpliwie wędrował w górę niczym hollywoodzki Spiderman, nieruchomiejąc przy najdelikatniejszych podmuchach wiatru. Na ziemi pod nim spacerował po trawniku wróbel. Nie widział pająka, ale być może jakiś intensywniejszy ruch czy impuls światła przykuł jego uwagę. Popatrzył w górę zaciekawiony i ten smaczny, tłusty kąsek wydał mu się na tyle interesujący, że podskoczył, chcąc go złapać, w zabawny sposób pomagając sobie skrzydełkami. Nie udał mu się ten skok, ale nie ponowił próby. Owadzie bogactwo trawnika zupełnie go pochłonęło. Nie zajmował się czymś będącym poza zasięgiem jego dzioba. Pająk wspinał się nadal zupełnie nieświadomy minionego na szczęście zagrożenia. I kiedy „już był w ogródku, już witał się z gąską…”, gdy niemal dotykał odnóżem chybotliwej gałązki świerku, jak grom z jasnego nieba spadł z góry inny wróbel. To był moment, nagły ruch tak niespodziewany, że podskoczyłam do góry. Ptak musiał go wcześniej obserwować, bo precyzyjnie wymierzył odległość i mój skądinąd sympatyczny pajączek zakończył wędrówkę w dziobie agresora. Smutne.

Każda historia powinna mieć swój morał

A jaki morał z tej? Nie będę się wymądrzać, bo musiałabym powiedzieć, że efekty naszego działania (także mojego leczenia) niestety mogą być wątpliwe. A już na pewno nieprzewidywalne. Ale tego nie powiem, bo moja historia zakończy się dobrze!

Leave a Reply