Powtórka z rozrywki

No to do piątku!- rzuciła z uśmiechem Maja i już jej nie było. Szczęściara. Miała dziś tylko zastrzyk Bortezomibu, więc już po 10,00 była wolna. Ja niestety dziś nie jestem w tak komfortowej sytuacji, bo obok zastrzyku mam też wlew Daratumumabu, a to oznacza, że wolna będę dopiero gdzieś o 17,00.

Szczerze mówiąc gubię się w tych procedurach. Wiem tylko, że wlew mam teraz co trzy tygodnie. Przestałam się w to wgryzać i udawać, że coś z tego rozumiem. Całkowicie zdaję się na prowadzących lekarzy. To oni mówią mi, co mnie czeka w czasie kolejnego spotkania. Ja tylko dbam o kondycję. Przyjeżdżam na kolejne umówione wizyty, na których nadstawiam pierś z wszczepionym jeszcze w czasie badań klinicznych portem, wypinam brzuch lub ramię do zastrzyku i na tym moja rola się kończy. Portem płynie wychwalany Daratumumab, pod skórę dostaję Bortazomib. W tak zwanym międzyczasie połykam jeszcze Dexamethazon, który paskudnie zaokrągla mi twarz i pobudza apetyt, także ciągle jestem na głodzie. Jem, co popadnie, nie jestem wybredna. A ciało rośnie! Przytyłam już 3 kilogramy. Dla zabicia czasu dziś wzięłam ze sobą książkę, ale mam problemy z ostrością widzenia i tym samym trudności z czytaniem. To reakcja na chemię. Minie. Trzeba to jakoś przetrzymać.

Czekanie

Czas wlecze się niemiłosiernie. Korytarz stopniowo pustoszeje. Rozmowy przechodzą w szepty, głosy stopniowo się zlewają i stają nierozpoznawalne. Czekamy. Wypatrujemy gońca z apteki. Zawsze niesie ze sobą zielony pojemnik, w którym są zmieszane, przygotowane dla każdego lekarstwa. Ten kolor zielony będzie zawsze kojarzył mi się ze szpitalem. Czekamy pokornie. Wytresowano nas w tym spokojnym czekaniu i nikt się nie buntuje, bo i co by to dało. Tu i ówdzie pobrzmiewa suchy kaszel, gdzieś zadźwięczał sygnał komórki. Nadjeżdża winda, której drzwi są naprzeciwko naszych krzeseł. By wyjść z niej, pasażer przeciska się między naszymi nogami. Winda potrójnym dzwonkiem informuje wszystkich o swoim pojawieniu. Nikt tym razem nie skorzystał z zaproszenia, choć gościnnie otwierała swoje rozsuwane drzwi. Nagłe poruszenie wśród siedzących. To może oznaczać tylko jedno, jest zielony pojemnik. Wybawienie od czekania.

Bliżej do końca

Teraz tylko upewnić się, że wśród wielu specyfików jest też lekarstwo dla nas. Bo to oznacza, że proces leczenia wreszcie się rozpocznie i być może uda mi się wrócić do domu o przyzwoitej porze. – Pani Basiu, zapraszam- słyszę głos pielęgniarki odpowiedzialnej za podanie leku. I za chwilę rozkładam się na fotelu podłączona do kroplówki z krystaliczną cieczą. Przed nią połknęłam jakieś tabletki i dostałam zastrzyk. Momentalnie morzy mnie sen. To efekt środków przeciwwymiotnych. Poddaję się i odpływam. Tak jest za każdym razem. Po wszystkim odbieram od lekarza kartę wypisu ze szpitala i o 18,00 melduję u siebie w domu. Na dzisiaj to tyle. Kolejny wyjazd za trzy dni.

Leave a Reply