Pomagajmy

Pomagajmy

A może by tak dla odmiany trochę pomyśleć o innych? Wreszcie coś drgnęło w mojej psychice. Przed rozpoczęciem 4.linii leczenia (tak, tak to już czwarta linia) byłam w totalnym dołku. Ten mój oporniak dał mi trochę do wiwatu. Niepewność efektu,to, że ten gad jest ciągle nieuleczalny i co gorsze, nieprzewidywalny, nie podbudowuje. Czytałam pełne optymizmu wpisy pana Grzegorza Rakowieckiego z kolejnego rajdu, ze zdobywania szczytów, cieszyłam się razem z nim, ale w głębi duszy coś gniotło.

I to nie to, że nie mogę planować życia. Przeciwnie. Jestem w dobrej kondycji, zbudowałam sobie solidną odporność, mam dobre wyniki, mocne kości, ale za plecami, gdzieś na ramieniu siedzi ten gad i nie pozwala oddychać. Coś jednak na szczęście się zmieniło. I Bogu dzięki! Wyciszyłam się, uspokoiłam, być może pogodziłam ze stanem rzeczy i zabrałam do kolejnego starcia. Widocznie w tej chorobie jak w życiu jest czas na łzy i czas na radość. Przeplatają się te dwa stany, by ostatecznie tworzyć jakąś stabilną całość. Dość biadolenia, szukania współczucia, pytania: „Dlaczego ja?”. Wtedy zupełnie brakuje czasu na radość i optymizm. Na zwyczajne życie, którego przecież może być jeszcze całkiem sporo.

Idą święta

Przed nami kolejne święta. U mnie trzecie z tą chorobą. Właśnie dowiedziałam się, że w Wigilię wypada mi kolejny wlew leku, czyli w szpitalu spędzę czas do 18,00. Trzeba będzie to jakoś umiejętnie zaplanować i ogarnąć. Święta to prezenty, a więc może by tak pomyśleć o potrzebujących. Nic tak nie podbudowuje ego człowieka, jak pochylenie się nad drugim człowiekiem. To okazja, by obiektywnym okiem popatrzeć na siebie i uznać, że nasza sytuacja wcale nie jest taka zła. Że obok nas są ludzie naprawdę biedni. I wcale nie myślę tu o finansowej stronie życia (choć ta jest potwornie ważna) ale o stanie ich zdrowia, zdrowia ich dzieci, wnuków, przyjaciół. W końcu to jest najważniejszy życiowy skarb. Nie doceniamy go, gdy choroba nas nie dotyczy, ale to się tak bardzo szybko zmienia. I nagle z energicznego człowieka możesz zamienić się w słabeusza. I to jest ten moment, gdy możemy sobie nawzajem pomagać. Miarą naszego człowieczeństwa jest troska o drugiego człowieka. Każdy może coś od siebie dać. To mogą być pieniądze, żywność, ubrania, a może czas poświęcony na rozmowy w hospicjum, szpitalu, domu pomocy. Jeśli zechcesz, znajdziesz coś odpowiedniego dla siebie. A więc apel! Rozejrzyj się, możesz być wolontariuszem, dawcą szpiku, uczestnikiem licytacji na rzecz chorych. To są najpiękniejsze prezenty świąteczne. Najpiękniejsze, bo płyną z serca do serca. Trafna do tej sytuacji będzie myśl, że jeżeli w życiu powiodło ci się bardziej niż innym, to zbuduj dłuższy stół, a nie wyższy płot. I jeszcze: „Pomóc jednej osobie nie zmieni świata, ale może zmienić świat dla jednej osoby”. Trafne, mądre, poruszające.

Leave a Reply