Po wizycie u stomatologa
Jestem chora, więc dobro pacjentów bardzo leży mi na sercu. Dopiero ciągłe wizyty u lekarzy otwierają oczy, bo w ciepełku zacisznego domu, gdy zdrowie dopisuje, człowiek nie analizuje takich spraw. W ogóle o tym nie myśli.
Wróciłam z zabiegu wygładzania kości szczęki (plastyka wyrostka zębodołowego szczęki). Zabiegu robionego w prywatnej klinice. Żadnych kolejek, wizyta umówiona na określony czas, już za progiem wpada się w ręce uśmiechniętych recepcjonistek i pielęgniarek. Świetna obsługa, życzliwa atmosfera i profesjonalizm specjalisty naprawdę zrobił na mnie wrażenie. Tak powinien wyglądać każdy ośrodek zdrowie, szpital czy klinika! Tak traktowany pacjent od razu staje się zdrowszy. Tak powinna wyglądać nasza służba zdrowia. Nie potrzeba nam niedocenianych, znerwicowanych, zapracowanych i wycieńczonych lekarzy i pielęgniarek!
Dlaczego tak jest?
Co się dzieje z rządzącymi, że tak skutecznie boją się zmienić tę sytuację. Wiem, brak pieniędzy! A może to tylko tłumaczenie własnej nieudolności. Może brak pomysłu i niechęć jest najważniejszą przeszkodą. Nie jestem ekonomistą, ale tak na zdrowy rozum należałoby po prostu zmienić priorytety. Zamiast grających ławeczek, pomników, miesięcznic, ekshumacji -przelew na służbę zdrowia. Czyżby zmarli byli ważniejsi od żywych? Każdy kiedyś zachoruje, każdy kiedyś będzie stary i niedołężny, każdy wcześniej czy później zapuka do lekarza i dobrze byłoby, by nie musiał za tę wizytę płacić. Żeby była jasność. Nie winię za tę sytuację pracowników służby zdrowia. W żadnym razie! Powinni mieć idealne warunki pracy, dostęp do najnowocześniejszych metod leczenia i lekarstw bez żadnych ograniczeń. A przede wszystkim powinni być sowicie wynagradzani, by nie szukali pracy za granicą. Dobry lekarz jest skarbem narodowym i tak powinien być traktowany. Tymczasem każdy kolejny rząd pozostaje ślepy i głuchy. Tworzy jakieś fikcyjne rozwiązania, udające reformę służby zdrowia. Kolejki do specjalistów rosną, a chorzy po prostu odchodzą (oby tylko z kwitkiem).
Może z politykami tak jest, że określenie „każdy kiedyś” dotyczy kogoś ale nie mnie (według nich oczywiście).