Po górce zawsze musi nadejść dołek

No to mam nauczkę. Już nie raz przekonałam się, że nie wolno się za wcześnie cieszyć. Skoro przez chwilę jest bardzo dobrze, to istnieje dosyć duże prawdopodobieństwo, że się pogorszy. W końcu po górce zawsze musi nadejść dołek. Nie sądziłam jednak, że nadejdzie tak szybko.
Zrobiłam morfologię krwi, by wysłać ją mojemu lekarzowi. Oczekiwałam jakiejś normy, ale nie…. Cały sukces wywołany podskórnymi zastrzykami na wzrost neutrofilii poszedł z dymem. Białe ciałka z 8,98K/uL spadły do 0,87K/uL. Znów mam słabą odporność. Spadł też poziom płytek we krwi z 136K/uL do 97K/uL. Naczytałam się oczywiście w Internecie o ryzyku wylewu do mózgu i z duszą na ramieniu przesłałam wyniki do Lublina. Oczekiwanie na reakcje wyjątkowo mi się dłużyło, ale rano dostałam telefon od doktora. Uspokoił, kazał odpoczywać, nie wpadać w paranoję i nie dokształcać się w Internecie, lecz porad szukać u źródła.
Mogę także zrobić wlew Pamifosu
Chroni moje kości przed szpiczakiem (dotąd miałam je czyste i wolałabym jak najdłużej utrzymać je w takiej kondycji). Sądziłam, że słabe wyniki mi to uniemożliwią, ale lekarz powiedział, że odporność nie odgrywa w tym wypadku roli. Chodzi przecież o skumulowaniu wapnia w kościach. Pamifos dostaję po raz pierwszy, dotąd dostawałam kwas zoledronowy. Tym razem trwać ma to 3 godziny. Rety! Toż zanudzę się tam na śmierć! Żartuję, wytrzymam i to. Tak więc uspokojona mogę dotrwać do wtorku, bo wtedy wizytę mam już w Lublinie (to czas wlewu Melflufenu) i okaże się jakie będą wyniki po tygodniu i czy nie trzeba będzie przesuwać kuracji w czasie. Ale to tylko gdybanie. Teraz odpoczywam (no może zrobię prasowanie…a i ugotuję obiad). Nuda nie jest dobra na samopoczucie!
Leave a Reply