Po drodze z Panem Bogiem

Wszyscy mi mówią, że powinnam szukać wsparcia w religii, a ja jak na złość mam totalny kryzys zaufania do Kościoła (kościoła jako instytucji) nie do wiernych.
Wychowano mnie w tej wierze, w niej wychowaliśmy nasze dzieci, bezkrytycznie podporządkowywałam się jej regułom i i ni jak nie mogę odnaleźć w sobie tego dawnego żaru i poczucia dobrze wypełnianego obowiązku w niedziele i święta…
Przestałam wierzyć, że mój dobry Bóg (w którego bezdyskusyjnie wierzę) wybrałby sobie za pośredników tak marne osoby. To kłóciłoby się z jego mądrością i wszechmocą. Jak Mu się kiedyś wytłumaczę, stając przed Jego obliczem, że zaufałam komuś pozbawionemu skrupułów, pazernemu na władzę i pieniądze, okrutnemu i bezdusznemu, kiedy miałam do dyspozycji rozum i wolną wolę? Jak wyjaśnię mój brak przenikliwości i całkowity bezkrytycyzm?
Mówią mi, że idąc do kościoła, idę do Boga, a postępowanie duchownych będzie rozliczane przez kogoś innego. Nie potrafię! Żałuję, bo chciałabym mieć to wyjątkowe wsparcie duchowe, jakie daje wspólna modlitwa i celebracja rytuału.
Bóg uzdrawia, a lekarz przesyła rachunek.
-Mark Twain
Nie zrezygnowałam z modlitwy, bo wierzę, że Bogu jest ona miła
Fakt, że często modlę się słowami modlitw nauczonych przez rodziców i księży, ale słowa często nie są ważne, gdy Ten, do Kogo zwracam swe prośby czy podziękowania, wie doskonale, czego mi potrzeba. Odmawiam różaniec i koronki, Ania podrzuca mi też specjalne modlitwy na różne okazje, rozmawiam z Bogiem w ludzki niczym niewymuszony sposób i przede wszystkim staram się być dobrym człowiekiem. Głęboko wierzę, że w natłoku obowiązków mimo wszystko dostrzeże moją osobę i nie pozwoli, by stała mi się krzywda.
W Boga wierzę, bo tylko tak mogę sobie wytłumaczyć fenomen życia. Wierzę w Jego dobroć i wrażliwość (Stary Testament zupełnie temu przeczy). Tylko ktoś wyjątkowo wrażliwy stworzyłby tak piękny świat, w dodatku z taką precyzją dbając o szczegóły. Szukam go, gdzie się da. Widzę go w zielonym trawniku, chmurach, w mężu, dzieciach i wnukach. On tam jest i chce, by Go szukać. I nawet jeśli mam chwile, że tracę Go z oczu, wiem, że czeka, bym od nowa zaczęła wierzyć w sens poszukiwań.
Mam plakat z obrazem marki Boskiej Częstochowskiej z 1932 r., oryginał drukowany z okazji jubileuszu 550 – lecia jasnogórskiego obrazu. Opisana i zilustrowana jest na nim historia powstania obrazu, a także jego losy związane z pobytem na Jasnej Górze. Oprawiliśmy go w matujące szkło, zachowując starą toporną nieco ramę. Wszystko to tworzy wzruszającą całość. Podbudowuje mnie i w niektórych sytuacjach niweluje samotność i beznadzieję (niestety mam czasem takie momenty).
Leave a Reply