Oj boli !!!

Oj boli !!!

Podobno podstawową funkcją bólu jest ostrzeganie o zagrożeniu. Organizm krzyczy, że coś jest nie tak, że stało się coś złego. Rozumiem to i wierzę, że taka funkcja bólu jest zbawieniem dla każdego organizmu. Kiedy boli, trzeba usunąć przyczyny. Tylko w ten sposób uchronimy organizm przed poważnymi uszkodzeniami.

Boli wyrostek, trzeba go usunąć, by nie pękł i nie doprowadził do zapalenia otrzewnej. Ręka boli, gdy zbyt blisko przybliżymy ją do źródła ognia. Przykłady można by mnożyć w nieskończoność. Niestety istnieje inny rodzaj bólu i niestety to właśnie z nim mam do czynienia na co dzień.

Chemioterapie pozostawiły po sobie ponurą pamiątkę w postaci uszkodzenia obwodowego układu nerwowego. Okaleczone nerwy głupieją i mszczą się na mnie za niezawinione działania. Bo czy to ja decydowałam, jakie lekarstwa zostaną mi podane? Czy to dla zabawy czy sportu aplikowałam sobie te szkodliwe specyfiki? Walczyłam o życie, wierząc, że kuracje będą skuteczne. Godziłam się na te wlewy w nadziei, że zabiją bestię, która nieproszona zagnieździła się w moim szpiku. Nawet nie uprzedzono mnie o skutkach ubocznych, a właściwie może i uprzedzono, ale nie chciałam o tym słuchać. Taka byłam pewna skuteczności chemii. Przeliczyłam się! Nie udało się całkowicie zniszczyć szpiczaka. Siedzi teraz ogłuszony i głowę daję, że knuje, jak zaatakować. Najgorsze jednak, że mój układ nerwowy w tej walce poważnie ucierpiał i buntuje się bez wyraźnego powodu. Pewnie w ogóle nie mogłabym funkcjonować, gdyby nie D- L Methadon. Ból stał się częścią mojego życia. Nie ma mowy o swobodnym wstawaniu z łóżka. Przy nagłym zrywie, natychmiast dostaję uderzenie w kręgosłup. Muszę wolno przekręcić się na bok i dopiero z tej pozycji staję do pionu. Także pierwsze kroki podszyte są bólem. Zanim rozruszam stawy stóp i mięśnie łydek, muszę ostrożnie stawiać pierwsze kroki. Mam wrażenie, że opuszki pod palcami stóp opuchnięte są do granic wytrzymałości. Choć tego zupełnie nie widać. Jedynie poranny spacer daje mi stuprocentowe ukojenie. To czas, gdy mięśnie i stawy są już aktywne, a jeszcze nie zmęczone całodzienną dreptaniną. Wtedy mogłabym zapomnieć o chorobie i ograniczeniach z nią związanych. Zupełnie nie czuję dyskomfortu. Później już nie jest tak kolorowo.

Nie wiem, czy ból minie? Czy zmaltretowane końcówki nerwów zregenerują się na tyle, bym mogła żyć jak przed diagnozą? Na dwoje babka wróżyła. Nie wiem, dlaczego lekarze przepisują tak szkodliwe leki. Nie wiem, dlaczego nie konsultują się z neurologami, by wypracować jakiś system ochronny przed uszkodzeniami nerwów. Póki co leczy się nowotwór, uszkadzając organizm do tego stopnia, że dalsze życie, choć bez raka, jest czasem niemożliwe. To smutne, ale taka jest rzeczywistość w leczeniu onkologicznym.

Leave a Reply