Nowa terapia tuż tuż

Staram się być na bieżąco z nowinkami medycznymi. Ostatnio przeczytałam o przełomowej terapii w leczeniu nowotworów, która już wkrótce może (lub ma) trafić do Polski. Oczywiście mowa tu o terapii CAR-T, którą onkolodzy nazywają rewolucyjną.
Agencja Badań Medycznych wsparła ją kwotą 100mln zł. Ten grant (jak mówią naukowcy) może wprowadzić Polskę do światowej czołówki w zakresie immunoterapii. Terapię CAR-T stosuje się wprawdzie u pacjentów z ostrą białaczką, ale może być też stosowana w leczeniu innych nowotworów. Wierzę głęboko, że także u szpiczakowców. Bo dlaczego nie! Leczenie tą metodą polega na usunięciu limfocytów T pacjenta, zmodyfikowaniu ich DNA i przyłączeniu do białek receptorowych. Mówiąc prościej chodzi o wzmocnienie naszego układu odpornościowego, by szybciej i skuteczniej identyfikował i niszczył komórki rakowe. W dodatku to nie żywa chemia niszcząca wszystko co popadnie, ale lek immunologiczny, przyjazny organizmowi. W Polsce stosuje się tę metodę leczenia, ale nie jest refundowana i tylko nieliczni szczęśliwcy załapują się na nią i to tylko wtedy, kiedy uda im się zebrać pokaźną sumę pieniędzy. Limfocyty wysyłane są bowiem aż do USA. Stąd te koszty. Ależ się nabuzowałam! Od początku choroby wiem, że w końcu wynajdą skuteczny lek na to dziadostwo. Naprawdę w to wierzę. Moim zadaniem jest dbać o kondycję, by doczekać tego momentu. Może terapia CAR-T to jest właśnie to? Teraz wypada tylko czekać i wierzyć, że wprowadzą tę metodę do Polski.
Urok spacerów
Ja wywiązuję się z moich zadań, to znaczy, że robię wszystko, by utrzymać dobrą kondycję organizmu. Trzymam się metody 10000 tysięcy kroków i dwa razy w ciągu dnia idę z Tośką na dłuższe spacery. Czasem towarzyszy nam Grzesiek albo Miśka. Wtedy jedziemy samochodem nad Bug i tam ścieżką wzdłuż brzegu rzeki zaliczamy kolejne kilometry. Ścieżka jest naprawdę urokliwa. Wydeptana przez amatorów spacerów zachowała naturalną dzikość. Na drugim brzegu widać już Białoruś, choć ludzi nie widać. Widocznie mają tam pas przygraniczny z zakazem wstępu. Miejscami prześwitują przez zarośla dachy domków. Nie są to jednak domy mieszkalne, a raczej wiaty dla turystów czy pograniczników. Dziwną jest myśl, że tak blisko, dosłownie na rzut kamieniem mamy już inne państwo i inny naród. Być może już niedługo wolny i demokratyczny. Ścieżka prowadzi wzdłuż rzeki, dlatego często mijamy siedzących tam ludzi, amatorów ryb i turystów niedowierzających, że to już granica państwa. Gałęzie zarośli tworzą tajemnicze tunele pełne dzikich jeżyn i zdziczałych mirabelek. Trzeba uważać na ślimaki, które szczególnie po deszczu wypełzają na ścieżkę, ryzykując rozdeptanie. Z dala nad wierzchołkami krzewów i drzew królują wieże dwóch świątyń, prawosławnej cerkwi i katolickiego kościoła. Nie widać tylko niskiej synagogi, która stoi w centrum miasta. Miasta trzech kultur, jak brzmi nazwa corocznego festiwalu, który w tym roku z powodu koronawirusa prawdopodobnie się nie odbędzie. A szkoda.
Leave a Reply