Nie budzić szpiczaka

Nie budzić szpiczaka

Mój szpiczak śpi. Przyczajony siedzi spokojnie skutecznie stłamszony przez nowy lek. Nie mam zamiaru go budzić, nieć śpi jak najdłużej otulony pracującym w ciszy szpikiem. Teraz jeżdżę na wlewy tylko raz w miesiącu. Działanie Daratumumabu potęgują sterydy i mam nadzieję Metadon. Czuję się rewelacyjnie. A i wyniki są bardzo dobre.

Zarówno biochemia jak i morfologia w większości spełniają normy. Hemoglobina (anemia od lat była wyznacznikiem mojego szpiczaka) jest na poziomie 11,2 g/dl i stale, choć bardzo wolno rośnie. Podobnie jest z czerwonymi krwinkami. Białko monoklonalne, po delikatnym skoku spowodowanym SEPS-ą czy koronawirusem wynosi teraz 0, 67g/dl. Lekarz jest, delikatnie mówiąc, zadowolony z takiego obrotu sprawy. Z takimi wynikami mogłabym spokojnie żyć i nie martwić się niszczycielską siłą choroby. Jak będzie, pokaże przyszłość. Jestem dobrej myśli, choć jak zwykle podchodzę do tego z umiarkowanym optymizmem, bo już nie raz przeżywałam chwile załamania, ale i radości czy wręcz euforii. Nie chcę zapeszać. Fakt pozostaje faktem, że nie mogę narzekać na monotonię w leczeniu.

Znów spaceruję

Teraz moje życie to przede wszystkim codzienne spacery z Tośką i delektowanie się pięknem otaczającej przyrody. Mam czas na drobiazgi, na chwile zachwytów i zdziwień. To naprawdę przyjemne uczucie. Ostatnio dokuczała mi polineuropatia. Ból mięśni łydek i stóp, jak po solidnym przetrenowaniu. Ale rozchodziłam go! Bez dodatkowych specyfików oprócz Metadonu, który w tym wypadku musiał widocznie mieć więcej czasu na zadziałanie. A może to właśnie to moje zanurzenie się w świat przyrody pomogło. Przestałam wsłuchiwać się w ból i minął obrażony. Cudowne są wizyty dzieci i wnuków. Męczą, ale podbudowują bardzo skutecznie i tęsknię za nimi zaraz po ich wyjeździe. Oprócz tego piorę, sprzątam, gotuję, prasuję…czyli robię wszystko to, co wiąże się z codziennym życiem nauczycielki na emeryturze.

Zatruta telewizja

Telewizję oglądam wybiórczo, by nie denerwować się przedwyborczymi wiadomościami. Przybija mnie ta nienawiść i ze wszech stron sączący się jad złośników. Najbardziej rozczarowuje mnie zachowanie ludzi starych (tak, starych, nie starszych), którzy stojąc nad grobem (wolno mi tak mówić, bo już niedługo będę do nich należeć), marnują być może już ostatnie lata, jeśli nie godziny swojego życia. Żyją w dziwnym zawieszeniu między wyznaniem wiary, a serią wulgaryzmów, jakby zupełnie zapomnieli o miłości i miłosierdziu. Wymagają dla siebie szacunku z racji swojego wieku, ale na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Wygląda na to, że młodzi zupełnie nie mają skąd brać przykładów życiowego rozsądku, a już na pewno nabrać chęci do ustąpienia miejsca w autobusie czy kolejce. W końcu to nie słabe staruszki i nie schorowani staruszkowie, skoro mają tyle siły na szarpaniny, obrażania i wygrażania wszystkim, którzy są inni. Niech stoją na tych swoich chudych nóżkach zawsze gotowych do kopnięcia słabszego. Utyłam. To niezaprzeczalny efekt mojego obżarstwa. Uwielbiam lody i nie mogę się oprzeć, by nie zaliczyć je codziennie. Nie jest to rozsądne, bo cukier jest pożywką dla raka, ale świadomość tego nie zmienia mojego stosunku do tego smakołyku. Zastanawiam się już często, czy to nie jest przypadkiem uzależnienie. Stoję przed lustrem i choć jestem znacznie cięższa(waga przecież nie kłamie) nie przerażają mnie dodatkowe fałdy i fałdki, zaokrąglenia i wypukłości tam, gdzie do tej pory było płasko. Jem dalej. Pocieszam się myślą, że może kiedy będzie chłodniej, może kiedy będzie zimno…przyjdzie mi ta ochota na lody. A zresztą, jak kiedyś pocieszał mnie i siebie mój syn „Najważniejsze, abyśmy zdrowi byli!” A ja się pod tym podpisuję.

NIENAWIŚĆ

Zatapia nas nienawiść

Spada wodospadem z góry

Na rozgrzane głowy niewinnych

Sączy się spod nóg

Przesiąka przez podeszwy butów

Szturcha pod zebra

Oślepia z ekranów komputerów

I telewizorów

Truje jadem

Zasmuca i przeraża

Jej wredne okrzyki

Odbijają się echem

I dzwonią nieprzyjemnie w uszach

Z przeraźliwą łatwością rani innych

Odtrąca wyciągniętą dłoń

Pluje i przeklina

Nie patrzy w oczy

Bo dostrzec by mogła własne odbicie

Wykrzywionej twarzy

Czuje się silna i niepokonana

Rządzi sumieniem słabeuszy

Przyciąga pazernych i karierowiczów

Do czasu.

                                                                                                                                                          (B.F.)

Leave a Reply