Nadal bumeluję

Przyszły wyniki poziomu białka monoklonalnego. Niestety wzrosło. Przed szpitalem, czyli tym nieszczęsnym nieudanym poborem komórek macierzystych wynosił 0,83. Teraz jest na poziomie 0, 94. Szkoda, że przynajmniej nie stoi w miejscu. Ale nie ma co rozdzierać szat. Aby uznać progres choroby, białko musi wynosić ok. 1,2. Do tego czasu nie można podjąć kolejnego leczenia.
Takie mamy procedury. Pozostaje mi więc czekać na rozwój wypadków. Zastanawiam się, czy nie wymusić na lekarzu wstrzymanie jakiejkolwiek kuracji, aż białko osiągnie poziom 3,00. Do tego czasu szpiczak uznaje się za nieaktywny i gdyby to była początkowa diagnoza, nie rozpoczynano by leczenia. Porozmawiam o tym z doktorem przy najbliższej okazji. Skoro i tak mnie to nie minie, to po co się spieszyć. Nie tęsknię za chemią, dobrze mi tak, jak jest teraz. Czekam więc na telefon, bo pobrano mi ponownie krew na poziom białka.
W domu pusto
Po trzytygodniowym pobycie wyjechały moje wnuki. Skończył się czas urlopów. Ninka w tym roku zaczyna edukację w szkole podstawowej. Kiedy to minęło! Ma już 7 lat i za sobą czas niepodważalnego beztroskiego życia. Będzie wciągnięta w kierat obowiązków. Szkoda! Ale taka kolej rzeczy. Oli to dopiero 4 latek. Jeszcze przed nim czas zabawy. Odkurzyłam dom, pochowałam zabawki, poprałam i poprasowałam poszewki pościeli. W domu czysto, ale pusto. Pocieszam się, że za dwa tygodnie znowu przyjadą i nabałaganią.
Leave a Reply