Moja historia w książce o szpiczaku

Moja historia w książce o szpiczaku

Wczoraj dostałam przesyłkę z Krakowa! Była to oczekiwana od pewnego czasu książka, której poświęciłam już wcześniej wpis na moim blogu. Uroczysta promocja tej książki odbyła się 11.11 2018r. Nie skorzystałam z zaproszenia, bo przeziębienie przykuło mnie do łóżka.

Ale po kolei. Książka to oryginalny projekt Fundacji Centrum Leczenia Szpiczaka oraz Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. Już tytuł mówi sam za siebie: „Wszystkie twarze szpiczaka. 100 historii chorych na szpiczaka plazmocytowego na 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości”. Jak napisał we wstępie prezes fundacji dr Artur Jurczyszyn książka pokazuje niepowtarzalne historie pacjentów oraz ogromną unikatowość szpiczaka, a osobiste opisy trudnych zmagań z nowotworem pacjentów uświadamiają, jaki przełom w leczeniu nastąpił na świecie w ostatnich latach. Tyle, jeśli chodzi o samą książkę.

Dla kogo i po co?

Myślę, że sięgną po nią ludzie, którzy w jakiś sposób związani są z tą chorobą, tj. sami chorzy, rodziny chorych, lekarze, personel…, ale nie sądzę, by była to książka do poduszki dla zdrowego, cieszącego się pełnią życia człowieka. Problematyka choroby i śmierci, to wyjątkowo przytłaczający temat i każdy chętnie by go zignorował i pominął, gdyby tylko życie nie wymusiło na nim pewnych zachowań. Przeczytałam jeszcze raz swoją wypowiedź. Pewnie teraz powiedziałabym coś innego, coś bardziej interesującego, jakoś może inaczej, może mądrzej, ale to wieczny niedosyt wynikający prawdopodobnie z moich dziecięcych kompleksów (zawsze chciałam być najlepsza, chwalona, perfekcyjna). Po co? Dlaczego? Nie mam pojęcia.

Nie taki diabeł straszny…

Przeczytałam też już wypowiedzi innych. Różni ludzie, różne objawy tej samej, ale nie takiej samej choroby. Różne podejście do tego samego problemu, bo że choroba stała się dla wielu rodzin poważnym problemem, nie ulega wątpliwości. Budujące jest jednak to, że wszyscy podkreślają, iż choroba utrudnia, ale nie przekreśla życia. I tego trzeba się trzymać. Jest inaczej, jest trudniej, czasem wręcz nie do wytrzymania, ale im trudniej tym bardziej chce się żyć. I żyć trzeba. „Żyję z tą chorobą już 24 lata…” rozpoczął swą historię pan Adam, dlaczego więc ja także nie miałabym przeżyć tyle lat? Dlaczego nie więcej? Jest motywacja? Oczywiście. Tak więc od tej chwili „Wszystkie twarze szpiczaka…” będą moją ulubioną lekturą.

Leave a Reply