Miał być przeszczep, jest przerwa w leczeniu

Śnieg czy mróz to nieistotne. Na wyznaczoną wizytę w szpitalu zameldować się trzeba. Tak było i tym razem. Pojechałam z duszą na ramieniu, po nieprzespanej nocy. Te nerwy kiedyś mnie zjedzą. Dziś miało się rozstrzygnąć, co dolej z moim szpiczakiem.
Przygotowałam się na rozpoczęcie kolejnej linii leczenia, bo białko monoklonalne rosło od trzech miesięcy. W czasie ostatniej rozmowy lekarz zasugerował, że trzeba będzie myśleć o przeszczepie. A tu niespodzianka! Bez uzasadnionego powodu, bez lekarstw i wspomagaczy białko nagle spadło. To się u mnie nie zdarza. Po trzykrotnych ciągłych wzrostach białko było na poziomie 1,23 g/dl. Teraz przyszły najnowsze wyniki i okazuje się, że wynosi 1,10g/dl! Spadło o 0,13! To niby nie jest dużo, ale widać wyraźną tendencję. Jakby tego było mało, hemoglobina osiągnęła normę. 12,1 g/dl to miałam kilka lat przed diagnozą.
Zatkało mnie. Nie mogłam uwierzyć, bo przecież to znaczy, że moja laba będzie trwać nadal. Jeszcze nie będę truta żadną chemią. O przeszczepach też nikt nie myśli. Nie ruszamy gada, niech siedzi. Lekarz tylko to potwierdził i odesłał mnie do domu. Następna wizyta za sześć tygodni. To spadło na mnie tak nieoczekiwanie, że nawet nie potrafię się cieszyć. Ale fakt pozostaje faktem. Darowano mi sześć tygodni beztroski. Postaram się to w pełni wykorzystać.
Skłonna jestem uwierzyć, że to zasługa mojej Tośki, Czy chcę, czy nie, muszę z nią wychodzić na spacer. Jestem dotleniona jak nigdy! Pojemnością płuc pewnie dorównuję himalaistom. Deszcz mi niegroźny, mróz to sprzymierzeniec, nawet śnieżyca nie zwalnia z wyjścia. Pies się domaga i pies otrzymuje. Jak się okazuje, z korzyścią dla mnie. Oddech mi sie wyrównał, krwinki czerwone namnożyły, odporność wzrosła do pozazdroszczenia. No i jak tu nie mieć psa? Same korzyści! Mam naprawdę powody do radości. Przez święta obiadałam się słodyczami, nie zaprzątałam sobie głowy żadną dietą. Dogadzałam dzieciom i wnukom, a przy okazji i sobie. Byłam przekonana, że nie czeka mnie nic dobrego. A jednak. Może właśnie to, że nie myślałam o chorobie, także miało swój wpływ na wyniki? Kończę już, bo z tej radości popadam w chaos. Idę na spacer! Oczywiście z psem.
Cudownie! Śledzę Pani wpisy i bardzo się cieszę:)) Z całego serca! Kasia
Dziękuję z całego serca. Doczekałam się remisji. SCudne uczucie. Pozdrawiam,