Kości zostały rzucone…

Kości zostały rzucone…

Chorzy na szpiczaka muszą wyjątkowo dbać o swoje kości. Często dochodzi do samoistnych złamań, bo komórki nowotworowe „przegryzają” je w dowolnych miejscach. Aby do tego nie dopuścić raz na cztery tygodnie wprowadza się do organizmu chorego preparat, który zatrzymuje wapń w kościach, utwardzając je.

U mnie w tomografii komputerowej nie zauważono zmian charakterystycznych dla szpiczaka. Wlewy na kości mam robione niejako profilaktycznie. Nie muszę tego na szczęście robić w Lublinie. Z powodzeniem korzystam z pomocy włodawskich lekarzy i pielęgniarek. Dziś zabrałam ze sobą Pamifos i ruszyłam do ataku.

Korytarz szpitalny na SOR (bo ten oddział wybrałam sobie na wlewy i tu dostałam skierowanie od mojego hematologa) dosłownie lśni czystością. Szeroka wypolerowana podłoga odbija impulsy słoneczne, wygląda jak tafla wody. Szkoda, że tak szerokie korytarze nie są na oddziale hematoonkologii w Lublinie. Tu stare budownictwo nie uwzględniało niestety podwójnych rzędów krzeseł, na których cierpliwie czekają pacjenci, dotykając się niemal kolanami. Ta wymuszona intymność sprzyja wprawdzie zawieraniu znajomości, ale nie pozwala na minimum wygody.

Nadeszła moja kolej

Sympatyczna pielęgniarka odebrała ode mnie skierowanie i zniknęła za drzwiami gabinetu. Przybył ktoś z bólem kręgosłupa, więc pewnie będzie miał pierwszeństwo. Nie mam pretensji. W końcu to SOR (resuscytacje, obszar reakcji natychmiastowej, intensywna terapia, zabiegi…). Co tam mój wlew! Przecież moje życie nie jest w tej chwili zagrożone. Cisza, ale wierzę, że za tymi zamkniętymi drzwiami gabinetu ktoś komuś ratuje życie, trwa jakaś akcja, coś się dzieje. I rzeczywiście za chwilę wywożą kogoś na rentgen, ktoś inny idzie na salę, jedyną jaka jest na tym oddziale.

Ona także lśni czystością, łóżka oddzielono zasłonkami, tworząc pozory intymności. Obok mnie jakiś mężczyzna ze wstrząsem anafilaktycznym, dalej znana z poczekalni kobieta z bólem kręgosłupa, jęczy przy najmniejszym poruszeniu. Za sąsiadkę ma kaszląca niemiłosiernie panią z palpitacjami serca. Jeszcze brak, bym się zaraziła ( przy mojej obniżonej odporności jest to możliwe). Personel miły i profesjonalny. Czytam Nosowską (zabawna proza), szusuję po Internecie, zaglądam na Instagram, nic mnie nie boli, nie szczypie, nie mdli…czuję się tu jak na wymuszonych trzygodzinnych wczasach.

 

Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono

Wisława Szymborska

Leave a Reply