Jeśli dajesz to od serca

Mam dużo wolnego czasu. Często też zaglądam do Internetu, by sprawdzić, co nowego wymyślił człowiek, mający o sobie wyjątkowo wygórowane mniemanie, a także uważający siebie za najmądrzejszą istotę na świecie. Dzieje się wiele, choć ma się to nijak do tej przysłowiowej ludzkiej mądrości.
Czasem wpadam w zachwyt, gdy czytam, że czemuś udało się zapobiec, kogoś uratowano, coś wynaleziono czy ulepszono, ale częściej bliska jestem rozpaczy, bo co tu dużo mówić, bliżej nam do zła niż czynienia dobra. Jedną z akcji, która wydawałoby się niesie ze sobą ogromne pokłady współczucia i altruizmu są zbiórki czy darowizny na rzecz kogoś potrzebującego pomocy. To wyjątkowo szlachetne z naszej strony, gdy z potrzeby serca dzielimy się z innymi swoimi pieniędzmi czy rzeczami. Nie zatrzymujemy dla siebie, nie myślimy tylko o sobie, ale mamy na uwadze potrzeby innego człowieka.
Pomagać czy nie?
Jak grzyby po deszczu wyrastają na Facebooku ogłaszane niemal codziennie kolejne akcje pomocy. Organizatorzy proszą o lajki, o udostępnienia (zainteresowani wiedzą o czym mowa), o badanie szpiku, oddanie krwi, pieniądze (bo każdy grosz się liczy) i sama już nie wiem, czy te zbiórki to dobry pomysł, czy nie? Ogólnie rzecz biorąc każda pomoc to akt naszej dobrej woli, dowód naszego człowieczeństwa, szlachetny poryw serca, które nie jest obojętne na krzywdę ludzi czy zwierząt. Nie oczekujemy rewanżu, choć gdzieś w głębi serca wierzymy, że dobro, jakie w tym momencie czynimy wróci do nas, gdy tego będziemy potrzebowali. Z kolei przeciwnicy takich akcji mają uzasadnione wątpliwości i konkretne przeciw takim akcjom argumenty.
Po pierwsze, biorąc w nich udział, wyręczamy instytucje do tego powołane, udowadniając, że państwo nie radzi sobie z organizacją życia swoich obywateli. Po drugie dając, przyzwyczajamy niezaradnych do faktu, że nie muszą się starać, bo i tak wszystko dostaną na tacy. Po trzecie uspokajamy wprawdzie swoje sumienia, ale tak naprawdę nic nie robimy z naprawą sytuacji. To smutne, że choć pracujemy całe życie, uczciwie płacimy podatki, zbieramy na ZUSy, KRUSy i inne FISKUSY, to na starość czy w chorobie nikt nam nie zagwarantuje poczucia bezpieczeństwa i często liczyć musimy tylko na dobrą wolę darczyńców.
Uważajmy na oszustów
Najgorsze jest jednak to, że za tą szlachetną ideą kryć się może wyjątkowo nieszlachetny człowiek, który cynicznie i bez skrupułów wykorzystuje naszą wielkoduszność dla egoistycznego wzbogacenia swojego być może nie najbogatszego konta. Bynajmniej nie w głowie mu dbanie o potrzeby innych ludzi. Bez skrupułów wykorzystuje rzekomą chorobę dziecka czy mamy, by wyłudzić wpłaty pieniędzy na podane konto. Oszuści byli, są i zawsze będą, bo łatwy pieniądz kusi, ale ich obecność podcina skrzydła wszystkim uczciwym. Zawsze bowiem będzie cień podejrzliwości co do intencji każdej zbiórki. Chcemy być pomocni, ale nie chcemy być oszukiwani, a tego niestety ani zagwarantować, ani wyeliminować się nie da. W końcu nikt nas siłą do przelewania pieniędzy nie zmusza. Zbiórki tego typu są dobrowolne, tylko od nas zależy czy zechcemy zaryzykować bycia dobrym człowiekiem. Bo wygląda na to, że jest to ryzykowny „interes”.
Leave a Reply