Jesienne pomruki

Jesienne pomruki

Jesień. Prawdziwa złota polska jesień. Korzystam z jej uroków pełną parą, odpychając w najgłębsze zakamarki pamięci myśl o szpiczaku. Jestem na wyjątkowo przyjemnym etapie mojej walki z tym gadem. Przytłamszam go raz w miesiącu wlewem z Daratumumabu i mogę się nim nie przejmować przez pozostałe 30 dni. To wygodne, bo nie muszę ciągle jeździć do Lublina.

Czuję się też wyśmienicie, więc mogłoby tak być wiecznie. Niestety zdaję sobie sprawę, że to niemożliwe. Ale póki co upajam się urokami natury. Z każdego spaceru przynoszę grzyby, które w tym roku rosną dosłownie wszędzie; na skraju lasu, na miedzy między zagonami, w trawie przy wyłożonym płytkami chodniku. Mrożę, obgotowuję, marynuję te znalezione podgrzybki, maślaki, pieczarki czy nawet kanie. To naprawdę niesamowite, że aby je zdobyć, wcale nie trzeba się zanurzać w głębię lasu, chociaż to robię, bo nie ma to jak pachnące igliwiem powietrze.

Kolejna potyczka

Walczyłam też z dziwną zmianą na skórze nadgarstka. Prawdopodobnie zaczęło się od ugryzienia namolnego owada, choć Miśka twierdzi, że mogłam mieć kontakt z Barszczem Sosnowskiego. Kto wie, w końcu chodzę tak dziwnymi ścieżkami, że jest to możliwe. Tak czy inaczej musiałam skażone miejsce zainfekować, bo pojawiły się nagle swędzące i piekące pęcherzyki wypełnione płynem, które rozlewać się zaczęły w zastraszającym tempie. Próbowałam różnych specyfików, ale nic nie pomagało. Zaczęłam już myśleć o kolejnym nowotworze (jestem z tych czarnowidzących). Ostatecznie pomógł antybiotyk w tabletkach i kremie. Przyznam się, że poczułam prawdziwą ulgę.

Poetycki zawrót głowy

Mój mąż postanowił wydać moje wierszydła umieszczane od czasu do czasu na blogu. Teraz jestem szczęśliwą posiadaczką autorskiego tomiku wierszy pt. „ Szeptem”. Byłam temu przeciwna, ale zrobił to bez mojej zgody. Moja siostra zadbała o ilustracje, Miśka o autorską notkę i teraz uszczęśliwiam (chcę wierzyć, że nie na siłę) wszystkich bliskich i znajomych, obdarowując ich tym tomikiem. W końcu żyjemy póty, póki jesteśmy w pamięci ludzi. Przedłużam więc swoje istnienie.

Ptaki uciekają przed jesienią w cieplejsze rejony świata. Pola oczyszczone z dojrzałych plonów, przeorane i wygładzone czekają na kolejny zasiew i śnieżną kołderkę. Staram się żyć tu i teraz. Nie wspominam i nie marzę. Nie interesuje mnie, co mi umknęło, co ominęło, nie prorokuję i nie przewiduję przyszłości. Wreszcie ważna się stała teraźniejszość, choć ciągle muszę to sobie uświadamiać, przekonywać i przypominać. Taka jestem mądra! Żeby nie powiedzieć- przemądrzała.

Leave a Reply