Jak boli to żyjesz

Po ostatnim incydencie z karetką pogotowia, zaczęłam analizować problem bólu. Wiele nad tym myślałam, wiele czytałam, bo problem bezpośrednio mnie dotyczy. Zawsze miałam wrażenie, że mam znacznie obniżony poziom odczuwania bólu. Już nie raz mogłam się przekonać, że to, co dla innych jest niemal nie do przeżycia, dla mnie takim strasznym nie jest.
Nie bolało mnie nigdy pobieranie szpiku z kości miednicy (nie miałam pobieranego szpiku z kości mostka, więc na ten temat nie mogę się wypowiadać), ale miednica z niczym specjalnie bolesnym mi się nie kojarzy. Pełna lęku byłam przed zakładaniem portu, ale to raczej nieznane wywoływało we mnie strach, który jak się później okazało nie przyniósł ze sobą odczucia bólu nie do wytrzymania. Nie lubię jednego. Nie lubię, gdy lekarz nie wyjaśnia mi ciągłości zdarzeń, które mnie czekają, że nie wytłumaczy mi krok po kroku, co mnie czeka w danej chwili. Jeśli wiem, jestem chyba w stanie znieść wszystko. Nie bolało mnie (oczywiście robione w znieczuleniu miejscowym) usuwanie czterech górnych zębów, a potem szlifowanie kości szczęki, bo zbyt ostre, przebiły mi delikatne od chemii dziąsła), ale opinie innych chorych na ten temat diametralnie się różniły od moich. Po ostatnim dziwnym ataku bólu w klatce piersiowej moje teorie na temat wytrzymałości, delikatnie mówiąc, wzięły w łeb. Trudno bowiem było to wytrzymać.
Ból jako towarzysz życia
Ból towarzyszy ludziom od zawsze. Wędruje po zakamarkach umysłu, psychiki, ciała. Jak głoszą definicje odczuwamy go wtedy, gdy nasilenie bodźców przekracza fizjologiczne granice organizmu. Towarzyszy także mnie. Podobno siła bólu jest uzależniona od indywidualnych predyspozycji. Zauważyłam, a właściwie gotowa jestem potwierdzić stawianą przez naukowców tezę, iż próg bólu podnosi się wtedy, gdy uwaga wyjątkowo się na nim skupia. Wpisuję się więc idealnie w te definicje. Zauważyłam prawidłowość, że o bólu nie wolno myśleć, nie wolno się na nim zbytnio koncentrować. Wtedy jest mniej odczuwalny. Należy odwracać swoją uwagę, myśleć o czymś innym, przywoływać przyjemne, relaksacyjne doznania, a ból jeśli nie zniknie, to na pewno nieco się wyciszy.
Trzeba się z tym pogodzić
Ból zawsze był, jest i będzie. Chroni nas przed czymś gorszym, ostrzega, że coś się niedobrego w nas czy z nami dzieje. Trzeba go zaakceptować. Ale co byśmy na ten temat nie sądzili, gdyby nie istniało doznanie bólu, nie potrafilibyśmy dostrzec błogości szczęścia i ulgi. A to przecież tak ważne w naszym życiu. Szpiczak boli. To niestety choroba ściśle związana z bólem. Boję się tego, bo jak pisałam, to ciągle nieznane. Powinnam powiedzieć, na szczęście!
Leave a Reply