Ignorować chorobę. Ruszył sezon na grzyby

Ignorować chorobę. Ruszył sezon na grzyby

Nie jest łatwo żyć z piętnem choroby. Gdy nie mam chemioterapii, staram się o niej nie myśleć. Tak jak tym razem. Podobno ruszył sezon grzybobrania. Piszę podobno, bo pewności nie mam. Widzę to na fejsbukowych fotorelacjach, na instagramowych wystawkach, ale sama zbyt często w lesie nie bywam. I nie jest to broń Boże związane z moim zdrowiem, a bardziej z lenistwem. Z zazdrością patrzę na suszące się po sąsiedzku na słońcu łańcuchy grzybów i tyle mojej aktywności. Nie znaczy to jednak, że nie mam się czym pochwalić.

Moim leśnym trofeum był jak dotychczas samotny, trochę przerośnięty i nieco podgryziony borowik. Kto wie, czy te małe stworzonka siedzące w korzeniu nie miały większych do niego praw niż ja sama, w końcu przecież intruz w lesie. Ostatecznie z pozycji siły zabrałam okaz do domu, nie słuchając ewentualnych roszczeń.

Nie każdy grzyb to prawdziwek

Na podwłodawskich ugorach natknęłam się na tonkę, czyli twardzioszka przydrożnego, a że występuje gromadnie, nazbierałam pełną garść. Nie był to jakiś specjalnie imponujący zbiór, ale grzybki jadalne. Nie pachną wprawdzie lasem, lecz są całkiem smaczne. Nie wiem, dlaczego grzybiarze nimi gardzą. Ja nie! Purchawkę podobno spotkać można nawet na Grenlandii, dlatego i mnie udaje się ją namierzyć. Biała w środku jest jadalna, wierzę na słowo, ale nie zbieram. Wolę podziwiać w naturze. W tym roku jest ich wyjątkowo dużo, także czasem wydaje mi się, że celowo zastępują mi drogę. Jak widać byle jaki ze mnie grzybiarz, choć uwielbiam chodzić po lesie i naprawdę staram się cokolwiek znaleźć. Słowo staram się piszę celowo. Czy zdarzyło wam się, że podczas grzybobrania wszystkie barwy ściółki zlewają się ze sobą i wyłuskanie z tej mieszaniny kształtu grzyba jest rzeczą wręcz niemożliwą? Najgorsze jest jednak to, że idąca za wami osoba raz po raz z entuzjazmem wykrzykuje „Mam!”, „Jest!”, „I jeszcze jeden!”. Krew się burzy, ciśnienie rośnie i z całej siły, rozpaczliwie chcielibyśmy udowodnić, że też coś mamy, by podbudować swoje zdeptane ego. Ale nie! Właśnie wtedy na swej drodze napotykasz co najwyżej brązową olszówkę (w dzieciństwie ten grzyb uznawany był za jadalny i zjadłam go chyba całe tony; może to jest przyczyna mojej choroby).

Teraz coraz rzadziej bywam w lesie, a już na pewno na grzybobraniu, częściej w celach rekreacyjnych. Pamiętam jednak ten dreszczyk emocji, gdy wreszcie udało się coś znaleźć. Ten zapach igliwia i żywicy, ten szum drzew, przerywany trzeszczeniem konarów i suchych gałązek pod stopami. Życzę wszystkim udanego grzybobrania, takiego prawdziwego zbioru, nie kupna grzybów od przydrożnych handlarzy. Bo i takie grzybobrania się zdarzają. Wstyd się przyznać, ale znam to z autopsji.

 

JESIEŃ

Jesienią wszystko jest nadzieją,

że deszcz,

że mgła,

że może jeszcze…

 

Jesienią w zdrowie się zagłębiasz,

syropek,

ziółka,

zimne dreszcze.

Jesienią noce takie długie,

kominek,

ogień,

drzemka krótka.

 

Jesienią wspomnień lata wiele,

ognisko,

grill,

na wodzie łódka.

 

I tak nas mami, tak zachwyca,

ta jesień dziwna i mozolna,

że zapominasz inne pory,

tkwisz tak jesienna i bezwolna.

Leave a Reply