Czy to remisja?

Jestem po konsultacjach z moim hematologiem. Jechałam z duszą na ramieniu, bo bałam się tego, co usłyszę. Tak się rozleniwiłam ostatnio, nie biorąc żadnych leków, że trudno mi się pogodzić z faktem, że sielanka dobiega końca. Prawie rok nie biorę chemii. Organizm się zregenerował i całkiem nieźle sobie radzi. Miałam wprawdzie jedną szpitalną wpadkę, ale to tylko infekcja, którą dało się szybko opanować.
Ale do rzeczy. Jak pisałam, jestem po wizycie u lekarza. Odebrałam moje wyniki badań i prawie uniosłam się do góry ze szczęścia. Gdyby szczęście sprawiało, że człowiek fruwa, to ja poszybowałabym do nieba jak gołębica. To oczywiście parafraza wypowiedzi pewnego doktora z mojego ulubionego czeskiego filmu „Szpital na peryferiach”, tylko on mówił o głupocie, nie o szczęściu. Powód do szczęścia miałam. Białko zatrzymało się i nie rośnie. Stoi na poziomie 1,3. A to oznacza, że nadal nie będę się truła lekami. Reszta wyników badań także w normie. Nerki funkcjonują prawidłowo, wątroba także. Szpiczak śpi. Boże, jak ja się cieszę! Opatrzność czuwa.
– Widzę, że nadal pani czaruje- rzekł mój lekarz, komentując moje wyniki. Co tym razem?- zapytał, pijąc oczywiście do mojego D-L Methadonu, co do którego jest bardzo sceptyczny, ale nigdy nie zabraniał mi go stosować. – Jeśli pani w to wierzy… jakże mogę zakazać szansy na wyzdrowienie. Biorę ten lek, którego przywóz z Niemiec organizuje mój mąż, poruszając ludzi dobrej woli. Otaczają mnie anioły. Żeruję na ich wielkim sercu, dziękując w duszy za ich poświecenie każdego dnia i każdej godziny. Jakże łatwo jest chorować, gdy nie jesteśmy sami w cierpieniu. Ani lekarz, ani tym bardziej ja nie jesteśmy w stanie powiedzieć, co zatrzymało szpiczaka? Biorę tylko D-L Methadon, curcuminę i ostatnio grzybki Reishi. Nic więcej. Nawet diety nie stosuję, choć ciągle sobie obiecuję, że przestanę się objadać lodami, które ciągle za mną chodzą i ni jak nie mogę się od nich opędzić. Przecież wiem, że cukier szkodzi. Dzięki psu codziennie chodzę na spacery i tyle byłoby, jeśli chodzi o moją terapię antynowotworową. Najważniejsze, że skutkuje! Oby tak dalej. Wizyta i badania za dwa miesiące.
Trzeba walczyć i wierzyć w całkowite wyzdrowienie. Cieszę się że tu trafiłam. Życzę wytrwałości i pozdrawiam serdecznie ?
Witam na moim blogu. Cierpliwość i wytrałość to cechy, które chorzy muszą w sobie wypracować. Pozdrawiam serdecznie.