Czekam na telefon

Przed świętami byłam na komisji kwalifikacyjnej do pobrania komórek macierzystych. Tak. Nie pomyliłam się. Nie do przeszczepu, a tylko do pobrania komórek macierzystych. Przeszczep nie jest mi na razie potrzebny! Jestem zdrowa! Oczywiście jeśli można mówić o wyzdrowieniu w przypadku szpiczaka mnogiego.
Choroba póki co nie jest uleczalna, ale zdarzają się bardzo długie odcinki remisji. Wymyśliłam sobie, że skoro teraz mam już 59 lat to przy piętnastoletniej remisji dożyję późnej starości. Dlaczego bowiem nie mogę mieć takiej przerwy (lub dłuższej), przecież takowe się zdarzają. Wierzę w Metadon! Dzięki niemu wszystko będzie dobrze. Teraz czekam na telefon ze szpitala. Mają dać mi znać, że czekają na mnie na oddziale transplantologii. Wtedy pokornie mam się tam zjawić. Ma to się stać po weekendzie majowym. Czyli już niedługo. Przyznaję, że nie mam na to najmniejszej ochoty. Muszę jednak przez to przejść, by w przyszłości nie stracić szansy na leczenie. Nigdy nie wiadomo, co przyniesie przyszłość. Wierzę,że jestem zdrowa i nic mi nie będzie potrzeba. Ale jak będzie, pokaże czas.
Święta minęły jak z bicza strzelił!
Już przed świętami przyjechała Ania z Tomkiem i maluchami. Nie miałam czasu myśleć o szpitalu. Gwar, poranne szczebioty, zabawy i ogólny rozgardiasz, jaki swą obecnością wprowadzają wnuki tworzył cudną choć bałaganiarską atmosferę. Kocham ten chaos i zgiełk! Pogoda także dopisała i codziennie mogliśmy spędzać czas w ogrodzie. Dzieci mają tam swoje zabawki, huśtawki i piaskownice… Wystarczyło otworzyć balkon i zamknąć bramę, by stworzyć im miejsce do bezpiecznej zabawy. Po ich wyjeździe zapanowała cisza. Co mi po porządku i ciszy skoro towarzyszy temu samotność. Ale taka kolej rzeczy. Wszyscy muszą pracować. Tylko ja już nic nie muszę. Czasem to nawet fajne, ale … nie zawsze. Teraz czekam na telefon ze szpitala. Dam znać, gdy to się stanie.
Leave a Reply