Coś drgnęło… ruszam z piątym cyklem

Rozpoczęłam piąty cykl kuracji Melflufenem. Rety, ciągle mylę nazwę tego leku. Na pocieszenie powiem, że nie tylko ja, lekarze także. Odporność po przyjęciu siedmiu zastrzyków Zarzios skoczyła w górę i można było podać lekarstwo. Mam więc tylko tygodniowe przesunięcie w czasie. To dobrze, bo białko spada.
Jest go teraz 1,07 g/dl. Obawiam się tylko, że ten spektakularny wzrost neutrocytów jest niestety sztucznie wywołany i po odstawieniu polecą w dół. Tego rodzaju obawy trzeba przeganiać precz! Naczytałam się o tym do bólu. Trzeba wytworzyć wokół siebie budującą aurę: „Myśl pozytywnie! Nie uprawiaj czarnowidztwa! Nie prorokuj! Nie wywołuj wilka z lasu! Będzie dobrze! Dasz radę! Jesteś silna! Pokonasz wszystko!” … No dobrze, mam to za sobą, a teraz chyba pójdę zwiększyć dawkę kurkuminy, ona na pewno mi pomoże!
Mam świetne panie pielęgniarki -notabene obie Moniki
Wkłucie do portu trwa dosłownie sekundy. Ostatnio, tak przez przypadek, wciskając igłę, jedna z pań wyrównała mi nieco uwierającą mnie membranę, którą musiałam nieopatrznie przesunąć w podskórnej kieszonce (pewnie kolanem przy kiszeniu ogórków). Teraz port leży idealnie! Panie wszystko tłumaczą, uspokajają, pytają o odczucia, kontrolują sytuacje podczas wlewu, jednym słowem pełen profesjonalizm. I piszę o tym nie po to, by się przypodobać (pewnie nawet nie czytają tego bloga), ale by sprawiedliwości stało się zadość! W Internecie jest tyle krzywdzących i niesprawiedliwych wpisów na ich temat. A przecież zawsze znajda się osoby, które skutecznie popsują opinię o środowisku, niezależnie od branży.
Czuję się dobrze
Wprawdzie dziś zrobiłam sobie zastrzyk z czynnikiem wzrostu, zażyłam sterydy i wlano mi 30 mg Melflufenu (poprzednio było 40mg – redukcja z powodu neutropenii.) Chodzę nabuzowana. A przede mną jeszcze dwie nieprzespane noce. Co tam! Może napiszę wiersz? Nocą często „przychodzi wena”. Wprawdzie rano niewiele pamiętam, ale co się natworzę, to moje!
Leave a Reply