Adoptowaliśmy psa

Adoptowaliśmy psa

Adoptowaliśmy żywą istotkę i bardzo jestem z tego dumna. Już od dawna musiałam odpierać naciski wnucząt, by przyjąć pod dach pieska albo kotka. Broniłam się dzielnie, wiedząc, że bardzo mi to utrudni życie. W końcu często muszę jechać do szpitala. Miałam w tym względzie poparcie Grześka, który przecież wyjeżdża ciągle razem ze mną.

Przyznaję jednak, że w końcu uległam. Ninka i Oli skakali wprost z radości, o Monice nie wspomnę, bo choć już dzieckiem nie jest to w tym temacie zachowuje się jak maluch. Kiedy już wyraziłam zgodę na kotka, oczami wyobraźni widząc śmiesznego, puszystego przytulaka, mruczącego mi do ucha kocie kołysanki, w domu pojawił się …piesek. Postanowiliśmy bowiem przy okazji zrobić dobry uczynek.

Na Fejsie pojawiły się nowe zdjęcia psów do adopcji uratowanych przez Stowarzyszenie Chełmska Straż Ochrony Zwierząt. W oko wpadła nam biało-czarna trzymiesięczna suczka rasy nijakiej, którą znaleziono w przygranicznym lesie w pudełku z dwójką rodzeństwa. Teraz znajdowała się w rodzinie zastępczej i czekała na swój nowy dom. Wypełniliśmy ankietę oraz wszelkie formalności i dwie przesympatyczne panie przywiozły nam suczkę, przy okazji sprawdzając warunki domowe (muszę przyznać, że bardzo dbają, by psy trafiły w odpowiednie ręce). I tak oto mamy w domu Tosię, bo tak ostatecznie nazwaliśmy suczkę. Już zaczyna reagować na to imię. Tosia szybko zadomowiła się u nas, zrobiła kupkę na kuchenne płytki, obwąchała lokum, zjadła specjalistyczną karmę i wyraźnie zadowolona zasnęła na jeszcze niezasikanym dywanie.

A my znieruchomieliśmy z zachwytu nad tą niewinną istotką, która diametralnie zmienić nam miała dotychczasowe życie. I bardzo dobrze. Nie można przecież skupiać się tylko na sobie, swoich chorobach i lękach.

Obiecałam, że nie powiem nikomu

mały stworek zagnieździł się w domu.

Wpadł, zaszczekał i stwierdził niezbicie,

że ma zamiar spędzić z nami życie.

 

No nie powiem, trochę tym nas zaskoczył,

ale fakt, przecudne miał oczy,

chwycił serca i trzyma w uścisku.

Nie uczyniłby tego kocisko.

 

Biały koniec ogona koniuszka,

biała plamka na koniuszku uszka,

czarno-biały z ostrymi ząbkami

robi ślady brudnymi łapkami.

 

Zabrał spokój ten świecki i święty,

warknął, aż poszło nam w pięty.

W jednej chwili, nie ma na to rady,

dał nam uczuć ogromne pokłady.(B.F,)

 

Leave a Reply