Czy sen leczy?

Czy sen leczy?

Bywają takie dni w czasie kuracji, że nic tylko bym spała. Nie wiem, czym to jest spowodowane (może to wpływ leków), ale trudno się przed tym obronić. Tak było i tym razem, musiałam w dodatku pojechać na wlew. Już podróż busem była nie do zniesienia. W pewnym momencie zamierzałam wręcz wysiąść na jakimś przystanku i niech się dzieje wola nieba.

Nie o sen chodziło, ale jakieś dziwne momenty słabości połączone z nieprzyjemnym uczuciem gorąca i mdłości jednocześnie. Powstrzymał mnie jedynie strach przed zimnem, bo wprawdzie w busie duchota, ale na dworze mżawka. Cóż miałabym robić nieszczęsna na deszczu? Grzesiek na pewno by po mnie przyjechał, ale prawdopodobnie dostałabym zapalenia płuc. Jakoś się dokałatałam do szpitala.

Korytarz wypełniony ludźmi. Wśród znajomych twarzy pojawiły się nowe, obce. Kolejne zachorowania, kolejne nowe przypadki. To co nas łączy, to choroba hematoonkologiczna, czyli nowotwór krwi. Taki tu w końcu oddział. Białaczki, chłoniaki, szpiczaki…i wszechobecna chemioterapia. Ciasnota pomieszczeń utrudnia proces leczenia. Byłoby lżej, gdyby zamiast plastikowych twardych krzeseł stały tu miękkie fotele czy wygodne leżanki. Ale to marzenia ściętej głowy. Mnie dziś nie przeszkadzał nawet twardy blat krzesła. Drzemałam. Drzemałam na korytarzu i w sali zabiegowej już na miękkim fotelu z uniesionymi do góry nogami. Drzemałam na górnej sali szpitala, gdzie zawsze przenoszą nas po upływie regulaminowego czasu, by tam zakończyć wlew i ostatecznie wypisać do domu. Powieki same mi się zamykały i odpływałam w nierzeczywistą błogość. Na chwilę moją drzemkę przerwała grupa studentów chcących w ramach zaliczeń przeprowadzić ze mną wywiad. Zgodziłam się, w końcu gdzieś muszą uczyć się ci młodzi przyszli lekarze. Może to oni wynajdą lekarstwo na raka?

Mówi się, że sen leczy. Nie mam nic przeciwko temu. Gdyby tak mierzyć sukces ilością snu, byłabym już zdrowa.

 

WALKA TRWA

Choroba dała mi dostęp do drzwi percepcji

otworzyła szczeliny nowej rzeczywistości

pozwoliła obserwować świat

z niespodziewanej perspektywy

Chcę wierzyć że to tylko

niewyobrażalna przygoda

wewnątrz własnego ciała

walka neutrofili z plazmocytami

Czasem wygrywam potyczkę

w ruch puszczam zwycięskie fanfary

Czasem przegrywam bitwę

będąc o włos od ostatecznej klęski

Ale wojna ciągle trwa

kruszą się kopie, dźwięczy metal

jest nadzieja na definitywną wygraną

bo nadzieja umiera ostatnia

5 Responses

  1. Witam serdecznie śledzę Pani posty bardzo uważnie.Jestem żoną chorego na szpiczaka. Po przeszczepie i revlimidzie wznowa. Doskonale Pani wie jakie to uczucie… Zaproponowali leczenie daratumubabem… mam pytanie dotyczące tej terapii
    Czy można po zakończeniu wlewu prowadzić samochód???
    Mamy dosyć daleko do szpitala110 km.I mąż zawsze sam dojeżdżał i wracał do domu bo ja nie mam prawa jazdy.Nie mam wiadomości jak to jest po daratumubabie….
    Zaczynamy leczenie za tydzień i do tego czasu zero kontaktu z lekarzem… Bardzo proszę o informacje i życzę zdrowia i wszystkiego dobrego… Pozdrawiam Anna Eckert

    • Przepraszam ,że dopiero teraz odpowiadam, ale przeżyłam sepsę i zupełnie byłam wyłączona z normalnego życia. Moja koleżanka sama dojeżdża na wlewy, więc chyba można. Ja nie mam prawka. Ja czułam się zupełnie dobrze. Piszę w czasie przeszłym, bo przez wirusa wszelkie kuracje mamy zawieszone.

    • Witam serdecznie po Świętach…
      Bardzo dziękuję za odpowiedz! Bardzo zmartwiły mnie Pani przejścia związane z sepsą!
      Na szczęście wszystko wróciło do normy!
      Mój mąż tydzień przed świetami pierwsze podanie dara… potem bortezomib i dexametazon.
      Niby wszystko ok ale bóle kostne były okropne…
      Po świętach pojechał na następne podania i …. wrócił do domu z niczym….
      Złe wyniki a szczególnie crp wysokie ( jakiś stan zapalny) ….
      Boże! Tylko Pani wie ile kosztuje nas wyjazd do szpitala w dobie koronawirusa…
      Czekamy na podanie w następnym tygodniu…
      Piszę o tym do Pani dlatego że pani choroba sepsa to przecież też stan zapalny!
      Jak dochodzi do tego zakażenia???
      Dla nas ważny jest czas bo mąż ma duze bóle kostne i tylko podawanie chemii i biosfonianów pomaga!
      Przepraszam ,ze tak się rozpisałam ale nie za bardzo mam z kim o tym porozmawiać…. przepraszam
      Liczę na wiadomość i podzielenie sie doświadczeniami. Dużo zdrówka!

      • Podwyższone crp to ewidentny stan zapalny. Wystarczy jakaś bakteria czy drożdżak, by organizm usiłował się bronić. A co tu dużo mówić, jesteśmy słabi i zupełnie nieodporni, bo ta chemia zabija nasz układ odpornościowy. Mam nadzieję, że cały czas mąż jest pod kontrolę. U mnie ta sepsa ruszyła tak nagle, że nie sądziłam, że to możliwe. Wcześniej chodziłam z katarem, z osłabieniem, lekkim kaszlem.Na szczęście byłam już w szpitalu i lekarze konsultowali się z moim hematologiem. To on zasugerował, co może się ze mną dziać. Może u męża to reakcja na lek. Różnie są początki podawania Daratumumabu. Proszę nie myśleć o sepsie. To bardzo rzadka przypadłość.Na pewno wszystko minie. Trzymam kciuki. Po dołku zawsze przychodzi górka! Będzie lepiej.Szkoda, że nie podano antybiotyku, ale przecież wiedzą lepiej. Nie jesteśmy lekarzami, a komuś trzeba wierzyć.Proszę kupić Nutridrinki. Wzmacniają.Sprawdziłam.

    • Odpowiadałam na komórce i chyba nie doszedł do pani ten tekst. Teraz to dopiero zobaczyłam. Głupio wyszło. Przepraszam najmocniej. mam teraz utrudniony dostęp do komputera, dlatego bardzo przepraszam za tę zwlokę. Moja koleżanka po wlewie sama jeździ do domu, więc chyba to możliwe. Ja nie mam prawka, nigdy nie miałam okazji sprawdzić. Jedynie pierwszy wlew tego leku jest lub raczej może być trudny. Trwa 7 godzin, bo sprawdzają tolerancję. Ja leżałam na oddziale, bo wszystko skoczyło się o 23 w nocy. Potem wlew trwa do 4 godzin. Czuję się dobrze. Do tego jest jeszcze zastrzyk Velcade i Sterydy. Myślę, że po pierwszym mąż będzie jeździł sam. Powodzenia. Życzę zdrowia i cierpliwości.

Leave a Reply