W nowym roku nowe postanowienia
No, jest Pani! – przywitał mnie radosny, w co chciałabym wierzyć, głos pana Tomasza. Razem z czwórką innych chorych przyjmujemy jako jedni z pierwszych w tym szpitalu nowy świeżo refundowany lek na szpiczaka, Daratumumab. – Nie było pani ostatnio, już myśleliśmy, że jest pani zdrowa albo… – albo martwa- dokończyłam za niego.
No, mogło być i tak. Co jak co, ale nie brak nam wisielczego humoru. Nawet obrażać się nie ma czego, a i specjalnie zdenerwować także. W końcu to sama prawda. Przed świętami odeszła pani Maria. Rano w Wigilię byłam na jej pogrzebie. Miała 81 lat i siedmioletnią walkę ze szpiczakiem za sobą. Na początku dawali jej tylko kilka miesięcy życia, a i tak żyła dużo więcej. Dzielnie walczyła z tym gadem, aż w końcu nadszedł kres. Każdego z nas to czeka. Chciałabym dożyć tych lat, tak więc żarty o śmierci specjalnie nas nie poruszają. Jesteśmy zahartowani w boju.
No, ale nie o tym…
Chciałam dziś pisać o noworocznych postanowieniach. Śmierć śmiercią, ale planować życie trzeba. Nowy Rok sprzyja podsumowaniom. Ja skupiam się oczywiście na mojej chorobie. W końcu moje życie kręci się wokół niej, warunkuje wszelkie poczynania. Nie sposób od niej uciec czy choć na chwilę zignorować, bo kolejny termin wyjazdu na konsultacje czy zabiegi skutecznie o niej przypomina. Wszystko planuję z myślą o niej, odkładam inne działania, bo z gruntu są mniej ważne czy wręcz nieistotne. Nie miałam zbyt bogatej listy postanowień. Jedno, jedyne to wreszcie nauczyć się myśleć pozytywnie i stosować to myślenie w praktyce. Do tej pory, gdy nawet twierdziłam, że tak robię, to gdzieś w głębi duszy czaił się fałsz. Staram się! Naprawdę się staram, ale i tak gdzieś na ramieniu siedzi ten szeptacz, który psuje mi cały wysiłek. Postanowić a wprowadzić w życie to dwie zupełnie inne rzeczy. Już nie raz się o tym przekonałam. Często nawet boleśnie.
Baśka, myśl pozytywnie! Tylko tyle i aż tyle. Myśl pozytywnie. Nie dopuszczaj do siebie głosu, który szepcze, że może być źle. Że lekarstwo nie zadziała, że skończą się propozycje leczenia, że wysiądą nerki, a wątroba spuchnie od ciągłego trucia. Wierz w to, że kuracja skończy się sukcesem, a remisja potrwa przynajmniej pięć lat (a właściwie dlaczego nie dziesięć). Jutro minie ból głowy, a mdłości już za chwilę. Ale co najważniejsze to, że za kilka lat wynajdą lekarstwo na każdy nowotwór i nie trzeba będzie wysilać się na pozytywne myślenie.
Życzę aby udało się Pani zrealizować to postanowienie. Psychika ma ogromny wpływ na nasze ciała, także nie pozostaje nic innego jak być dobrej myśli. Śledzę wszystkie nowinki dotyczące leczenia szpiczaka i wydaje mi się, że wszystko jest na dobrej drodze, żeby pokonać tą chorobę, a nie tylko wydłużać czas remisji.
Tata za miesiąc zaczyna swoje pierwsze leczenie i też cały czas powtarzam mu, że trafił na dobry czas i o wiele lepsze możliwości niż pacjenci jeszcze kilka lat temu. Warto szukać pozytywów. Trzymam za Panią kciuki i życzę wszystkiego dobrego w Nowym Roku.
PS Pozwoliłam sobie napisać do pani e maila, ponieważ mam pytanie dotyczące leczenia. Jeśli znajdzie Pani chwilkę to bardzo proszę o odpowiedź i z góry dziękuję.