Święta i leczenie

Święta i leczenie

Jak połączyć nadchodzące święta i huczne, rodzinne świętowanie z rozpoczętą terapią antyszpiczakową? To prawdziwy problem. W domu czas porządków, pieczenia ciast, lepienia uszek i pierogów, a w szpitalu ściśle wyznaczone terminy zastrzyków, wlewów i badań.

Każdy wtorek i piątek jest zarezerwowany dla szpiczaka. Rzucam wszystko i ruszam na spotkanie z plazmocytami IgG kappa, które panoszą mi się w moim szpiku kostnym. Tłamszę je Daratumumabem, Bortezomidem i Dexamethazonem, a że ostatnie wyniki badań sugerują, że ich liczba maleje, mam dodatkową motywację do tych wyjazdów. W pozostałe dni robię to, co robi każda gospodyni przed świętami, starając się ignorować nadmierne pobudzenie, piski i szumy w głowie czy mrowienie w koniuszkach palców. To nic, że pierogi wychodzą trochę koślawe, że Chatka Puchatka nieco odbiega od kształtu trójkąta, grunt, by wszystkim smakowało. Przecież świat się nie zawali, gdy na wigilijnym stole pojawi się mniej potraw niż nakazuje tradycja (a swoją drogą mam bardzo ułatwione zadanie, bo na Wigilię wyjeżdżamy całą rodzinką do mojej cudownej teściowej, która od początku choroby robi wszystko, by mnie w niej wspierać). Nie mniej jednak wszystkie potrawy zdążyłam tak czy inaczej przygotować i zamrozić wcześniej. Mam to chyba we krwi. Jak święta, to wszystko musi być zamknięte na ostatni guzik.

Pies wprowadził zmiany

Choinkę także już udekorowaliśmy. Przez adopcję psa w tym roku musiała być postawiona wyżej, bo Tośce bardzo podobały się ozdoby i pachnące pierniczki i żadne słowa perswazji nie odnosiły upragnionego skutku. Ostatecznie to my musieliśmy ustąpić. No nic, jeszcze jest mała, choć zaczynam podejrzewać, że charakter ma bardzo żywiołowy i przed nami dużo pracy, by ją jako tako ułożyć.

Jutro przyjeżdżają wnuki. Nie było ich długo i tęsknię bardzo. Dobrą stroną ich pobytu jest to, że nie musimy tak bardzo przejmować się porządkami. W domu jest czysto, a artystyczny nieład, jaki rodzi się wraz z ich przyjazdem, jakoś mniej nam przeszkadza. Zastawiamy stół, prasujemy biały obrus, pod choinką czekają prezenty, a dodatkowy gwar, śmiech, śpiewy, zabawy z psem czy porozrzucane po kanapie rzeczy są tylko ubarwieniem naszego wspólnego świętowania. Nikt nie myśli o chorobie, nikt nie analizuje wyników badań, skupiamy się na tu i teraz. A kiedy wrócę w poniedziałek z Lublina (przesunięto nam wizytę o jeden dzień, by we wtorek mieć spokojną Wigilię) pomyślę też o piątku. Tego dnia przecież też muszę zjawić się w szpitalu.

Moje życzenia

Bez względu na okoliczności życzę wszystkim spokojnych i radosnych świąt. Niech Narodziny Pana przyniosą ze sobą poczucie bezpieczeństwa i ulgę w cierpieniu. Niechaj rozwieją kłopoty i troski , a wyczarują szczęście i miłość. Zdrowia, zdrowia, zdrowia!

Leave a Reply