Wizażystki z odsieczą

26 listopada to kolejny wtorek i chyba już 6 cykl w tej linii leczenia. We wtorki dostaję zastrzyk chemii, wlew nowego leku i oczywiście sterydy. Siedzę w szpitalu do 18 wieczorem i wracam do domu na godz.20,00 Nie jest łatwo, ale da się przeżyć. Tym razem było jeszcze łatwiej, bo czekała nas niespodzianka. W szpitalu w Lublinie (na Staszica) na oddziale hemoonkologii pojawiły się panie z Fundacji Piękniejsze Życie, piękny sposób na raka.
Nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje. To one zaprosiły pacjentki na, jak powiedziały, 12 prostych, łatwych a zarazem niezwykle skutecznych etapów pielęgnacji i makijażu. Wizażystki i kosmetyczki radziły, jak posługiwać się kosmetykami, by łatwiej przejść przez zmiany spowodowane leczeniem. Szczerze mówiąc, ostatnio w ogóle nie przejmowałam się moim wyglądem, uznając, że jest on najmniej ważny w puli moich problemów. Przyznaję nawet, że nie bardzo chciało mi się w tych warsztatach uczestniczyć. Poszłam raczej dlatego, że ochotę miała na to moja towarzyszka. Rozsiadłyśmy się za stołami przed powiększającymi lustrami i zaczął się bardzo przyjemny spektakl z naszym udziałem. Do żył w tym czasie spływało lekarstwo, a mu dawałyśmy się malować i słuchałyśmy, jak to robić, by nie zrobić większej szkody naszej sponiewieranej skórze. To był przyjemny moment naszej kuracji. Mogłam z powodzeniem umknąć myślami od ponurej rzeczywistości i skupić się na czymś znacznie przyjemniejszym. Czas minął nie wiadomo kiedy.
Kilka słów o Fundacji
Program powstał w USA w 1989r. Działa w 27 krajach na świecie. W Polsce zadebiutował w 2006r. Skorzystało z niego ponad 8,500 pacjentek. Zajęcia odbywają się w szpitalach, na oddziałach onkologicznych. Ich celem jest nie tylko nauka sposobów pokonania i ukrycia widocznych powikłań po chemio i radioterapiach, ale też przypomnienie, jak ważną rolę w naszym samopoczuciu odgrywa dobry wygląd w trudnych momentach życia. Intencją programu jest poprawa samooceny kobiet walczących z chorobą nowotworową i przywrócenie im wiary w siebie. Udział w spotkaniach jest bezpłatny a program całkowicie neutralny, czyli nie jest to promocja produktów.
Na zakończenie spotkania dostałyśmy kosmetyki w prezencie od firm wspierających program. Wypada mi tylko podziękować.
Świetna inicjatywa. Mimo czasu jaki upływa na leczeniu i wizytach kontrolnych, trzeba znaleźć go też na bycie sobą – po prostu. Na bycie kobietą, z jej wszystkimi atrybutami, kaprysami i ochotą na pogaduchy o kosmetykach. Moim zdaniem choroba, nawet bardzo ( przepraszam) upierdliwa, nie jest w stanie zdominować naszej osobowości.
Przynajmniej trzeba nad tym pracować, oderwać się od słupków, wyników itp. Trzeba robić to co się lubi i trochę siebie porozpieszczać. Taka odskocznia to mały drogowskaz, żeby nie zapominać o tych drobnych „pierdołach”.
Ps Nie do tego posta, ale też w tym miesiącu adoptowałam z tatą psa 🙂 W zasadzie sunię 🙂 Jest radość 🙂
Pozdrawiam Panią serdecznie!
Dużo siły, optymizmu i czasu na przyjemności życzę.