Pobór komórek macierzystych odroczony

Pobór komórek macierzystych odroczony

„Proszę nie czekać na razie na telefon ze szpitala”- powiedział mój hematolog. „Nie będziemy pobierać komórek macierzystych. Pani wyniki morfologii są wyjątkowo dobre, więc dajmy szpikowi czas na swobodną regenerację. Niech pracuje, nie będziemy mu przeszkadzać.” Ależ się ucieszyłam.

W tej chwili nie mogłam dostać radośniejszej wiadomości. Nie bardzo chce mi się siedzieć w szpitalu te trzy przewidywane tygodnie, kiedy za oknami wiosna pełną parą! Napisałam, że nie mogłam dostać lepszej wiadomości? Nieprawda! Mogłam! I dostałam!

Okazało się, że moje białko monoklonalne (jedyny w tym momencie wskaźnik mojego szpiczaka, bo wszystko inne jest w normie) ciągle spada. Nadal spada, mimo że nie biorę nic oprócz Metadonu. Teraz jest na poziomie 0,61g/dl. Jak tak dalej pójdzie, dojdzie do zera! Wizyta kontrolna za miesiąc. Mam żyć, nie myśleć o chorobie, cieszyć się każdym dniem. Tak też robię.

Żyję pełnią życia

Zrobiłam już syrop z mniszka lekarskiego i z pędów sosny. Będzie jak znalazł na jesienno – zimowe przeziębienia dla nas i dla maluchów. Po co szpikować się apteczną chemią, skoro można zrobić miksturę samemu. Zbierałam rośliny w miejscach dalekich od dróg, spalin samochodowych i kopcących kominów, bez pestycydów i nawozów sztucznych. Samo zdrowie! Zrobiłam też syrop z sosny dla pani Marii, starszej osobie też chorej na szpiczaka, która mieszka w tym samym mieście i jeździ z nami na konsultacje. Leczy ją ten sam lekarz, więc poznałyśmy się na korytarzu, czekając na wizytę. Świat jest mały, a niedola zbliża ludzi. „Musi pani koniecznie pić rosół z gęsi”- dawała mi życzliwe rady.

Drobna osiemdziesięcioletnia kobieta, zawsze zadbana, elegancka. Platynowo siwe włosy upięte w ciasny kok, równo wyskubane i pomalowane rzęsy, zadbane ręce. Wdowa po wojskowym, samotna lecz uśmiechnięta. „ Tłuszcz gęsi ma zbawienny wpływ na kondycję organizmu. Im tłustszy rosół, tym lepsze efekty, sprawdziłam- mówiła. Walczę już piąty rok ze szpiczakiem, a powiedziano mi, że nie mam już szans. Gdy udało się go wreszcie wykryć, zjadł mi wszystkie niemal kości. Ale go trzymam w ryzach. Bardzo chcę żyć! Boję się śmierci, a właściwie tego, że mnie szybko nie znajdą. Mieszkam sama. Czasem, gdy bardzo źle się czuję, śpię przy otwartych drzwiach. Może wtedy sąsiedzi się zaniepokoją tym faktem i zajrzą do środka.” Pani Maria przypomina mi moją mamę. Tylko umysł i pamięć ma idealną. Z moją mamą pod koniec jej życia nie można się było porozumieć.

Nie myślę o chorobie

Dbam o kondycję organizmu. Codziennie staram się zaliczyć spacer. Czasem uda mi się namówić na to Grześka, a czasem ja daję się namówić Monice na dłuższą eskapadę. Wtedy jedziemy samochodem nad jezioro i okrążamy je ryzykując ból kolana (nie wiem dlaczego, ale ostatnio coraz częściej mi dokucza). Często w weekendy we troje  robimy kolację na świeżym powietrzu. Rozpalamy grill i serwujemy sobie ciężkostrawne, ale smaczne dania. W nocy przeciążony żołądek czasem daje o sobie znać, ale co tam. Żyje się raz! Słuchamy śpiewu ptaków, zachwycamy się soczystym trawnikiem i z przerażeniem konstatujemy przeraźliwie szybki upływ czasu. Na szczęście fakt ten potwierdza każda osoba, z którą na ten temat rozmawiamy, więc uznajemy to za normę.

Leave a Reply