Wiosna w przyrodzie i sercach

Wiosna w przyrodzie i sercach

Nic tak nie pobudza i mobilizuje do aktywności jak nadchodząca wiosna. Chce się żyć! Słońce wyżej na niebie, w górę idzie też słupek rtęci w termometrach. Widać też niestety brud na oświetlonych słońcem szybach, ale do świąt jeszcze trochę czasu.

Wiosna wypędziła mnie z domu. Wcześniej tkwiłam w tych przysłowiowych czterech ścianach, jak zaklęta księżniczka w bajkowej wieży. Niby byłam przeziębiona, niby męczył mnie kaszel i katar, ale wystarczyło, by błysnęło słońce i wszystkie dolegliwości (no przecież nie urojone!) wzięły w łeb. Powiedziałam sobie, że jestem zdrowa i poszłam na spacer. Nic się nie stało. Nie dostałam zapalenia płuc, nie zasmarkałam się na śmierć. Dotleniłam się chyba za całe pół roku zimowego marazmu. Wiem, wiem. Powiecie, że po prostu każda choroba ma swój kres i tak było ze mną. To fakt. Ale że zbiegło się to z nadejściem wiosny, to zakrawa na cud!

Spacer to jest to

Spacery stały się moim sposobem na polepszenie morfologii. Codziennie przed dwunastą wychodzę na marsz po moim osiedlu. Obejrzałam już chyba wszystkie ulice i uliczki, zajrzałam we wszystkie dziwne i podejrzane zakamarki, cały czas nie zapominając o oddychaniu. Przeraziła mnie ilość śmieci ujawniająca się na wiosnę. Suche badyle traw coraz mniej skutecznie zasłaniają te dzikie wysypiska. Co jest z ludźmi? Przecież każdy musi zapłacić za wywóz nieczystości, dlaczego więc ciągle wyrzucają odpady do rowów, pod drzewa do parku, byleby tylko z domu. Nie wiem i nigdy tego nie zrozumiem. Idę więc na ten nieszczęsny spacer, zbieram walające się pod nogami śmieci, niosę do wystawianych na osiedlu koszy, pomstując na głupotę ludzką. Ale wszystkich śmieci zebrać nie zdołam. Gdyby każdy robił to co ja, być może wokół nas byłoby prawdziwie wiosennie i czysto. Na spacer zawsze idę z telefonem. Raz po to, by szybko odebrać, gdy dzwoni Grzesiek czy dzieci, bo inaczej wpadną w panikę, że coś mi się stało i podniosą alarm; dwa, by zrobić zdjęcie na Instagram. Przy okazji wyostrzył mi się zmysł obserwacji (jeżeli takowy istnieje). Ileż ciekawych miejsc i zdarzeń udało mi się zatrzymać w kadrze! Ile interesujących ujęć! Odkryłam na nowo pasję fotografowania. Zaraz po ślubie nawet sami wywoływaliśmy zdjęcia. Mieliśmy własną aparaturę i odczynniki. A były to lata 80-te, kiedy o wszystko było trudno. Ciemnią była łazienka w domu teściów, gdzie mieszkaliśmy prawie dwa lata. Teraz wróciłam do tej dawno zapomnianej pasji. Nawet mi się to podoba!

Ruch jak w Rzymie

Wiosną wszystkie stworzenia zwiększają swoją aktywność. Widzę to po sobie. Kto by mnie zimą wygonił na spacer? Ciągle bałam się przeziębienia. Fakt, że byłam w trakcie chemioterapii, więc miałam się czego obawiać. Aktywne stały się ptaki na naszym świerku. Na jego gałęziach powiesiliśmy karmnik i zimą konsekwentnie je dokarmialiśmy. Odwdzięczają się nam koncertami o świcie. Wiosną te koncerty zyskały na sile i jakości. Nie wiem, czy zwiększyła się liczba ptaków czy te, które są od zawsze, nabrały mocy. Ich śpiew stawia na nogi i każe ruszać do pracy. Przeczytałam gdzieś złotą myśl na ten temat: „ Jeżeli narzekasz, że musisz wstawać, pomyśl, że możesz to robić”. Niektórzy marzą o tym, by móc wstać i pracować. Nie doceniamy tego, co mamy dopóki tego nie stracimy. Nie miałam pojęcia, że na naszym osiedlu mieszka tyle kotów. Do wyboru, do koloru. Rasowe i dachowce, duże i małe, chude i tłuste. Wiosna także je wypędziła z domów. Pamiętam wiersz ze szkolnej inscenizacji (niestety nie pamiętam autora) pasujący do tej sytuacji: „W marcu jak w garncu, mówią, że niby śnieg i słota i dach, a na tym dachu zaloty kotki i kota. Jakie to szczęście myślę pod koniec każdej zimy, że my w tym celu na dachy wyłazić nie musimy.” Pierwszy dzień wiosny To Dzień Wagarowicza i Światowy Dzień Zespołu Downa- dzień kolorowej skarpetki. Umieszczone w sieci zdjęcie było wyrazem solidarności z osobami z tym zespołem. Oprócz tego można było umieszczać zdjęcia nakreślonej na dłoni linii, cechy charakterystycznej osób z Zespołem Downa. Solidarność można było okazać na Instagramie za pomocą hasztagu #LiniaProsta. Każde zdjęcie to 1 zł na rzecz fundacji „ Ja też”. Piękna lekcja tolerancji i konkretna pomoc dla osób tej pomocy potrzebujących. Człowiek zapomina o własnej niedoli. Choć na chwilę! Warto! Wiosna w przyrodzie, wiosna w sercach, wiosna w działaniach… o polityce pisać nie będę!

Leave a Reply