Chwilowa wolność

Chwilowa wolność

Koniec badań klinicznych. Jestem wolna! Nie wiem na jak długo, ale zamierzam dobrze wykorzystać ten czas pozornej swobody.

Gwoli przypomnienia; w marcu rozpoczęłam przygodę z Melflufenem. Zaproponowano mi udział w badaniach klinicznych z nowym lekiem działającym poprzez przyłączanie się do DNA komórki nowotworowej i uszkadzanie go, co może hamować ich rozwój i namnażanie. Około roku trwał mój udział w tym badaniu, przyjęłam 9 wlewów tego specyfiku i tyleż dawek Deksametazonu, czyli potocznych sterydów. Różnie było, ale faktem jest, że białko monoklonalne w moim organizmie z 2,10 g/dl spadło ostatecznie na 0,68g/dl. Przy wcześniejszym żółwim tempie jest to i tak pomyślny wynik (walkę ze szpiczakiem rozpoczynałam od 3,01g/dl). Oporny jet ten mój gad, oporny. Nie skacze, nie szaleje, ale zbić go nijak nie mogę, choć była to już trzecia linia leczenia. No nic, najważniejsze, że nie jest bardzo złośliwy. Lenistwo mu chętnie wybaczam. Zgodnie z umową leczenie mogło zostać przerwane w każdej chwili. Nie musiałam nawet podawać przyczyny. Oboje z lekarzem zgodziliśmy się co do faktu, że na tym etapie straty stają się większe niż korzyści (moja morfologia pogarszała się systematycznie, a czas na odbudowę kondycji szpiku stawał się coraz dłuższy. Nie chcieliśmy bezsensownie wyniszczać organizmu. Zakładam, że jeszcze mi się przyda!

Aby walczyć dalej, muszę mieć siłę. Jeszcze przez dwa lata będę obserwowana i badana. Takie są warunki umowy ze sponsorem badań. Nie biorę już Melflufenu i sterydów, siedzę w domu, wypoczywam, chodzę na spacery (ruch pobudza metabolizm) i czekam, aż moje krwinki i wszelkie inne składowe szpiku dojdą do jako takiej normy. Teraz nie jest ciekawie. HGB 8,0g/dl, HCT 23,5%, PLT 62K/uL, NEU 1,55 K/uL, RBC 2,38M/uL, WBC 2,70K/uL. To najistotniejsze- nad tym muszę teraz pracować, bo w końcu to obraz wysiłku mojego szpiku. Niestety we wtorek pobrano mi 5 ampułek krwi, a więc prawdopodobnie hemoglobina jeszcze bardziej spadła. Przekonam się w poniedziałek, bo wtedy mam zrobić kolejne badania kontrolne. Pobrano mi też szpik do badań, ale na wyniki trzeba będzie trochę poczekać. IgG i wolne łańcuchy kappa mam w normie (chorzy na szpiczaka wiedzą, co to znaczy).

Nadzieja w Metadonie

Modlę się, by Metadon, który cały czas biorę, działał bez chemii i zbił mi jeszcze poziom białka monoklonalnego albo przynajmniej nie pozwolił na jego ponowny wzrost. Nic mi więcej do szczęścia nie potrzeba w tej chwili! W planach jest pobór komórek macierzystych (nie wiem, czy od razu też ich przeszczep), co nie musi się wydarzyć. Pobrać komórki jednak trzeba (o ile jest to możliwe po dwóch latach ciągłego trucia kolejnymi rodzajami chemii), bo będzie to jakąś gwarancją na ewentualny przeszczep. Przyznać muszę, że wcale tego nie chcę, ale jeśli nie będzie innej opcji, zgodzę się na wszystko. Podobno komórki macierzyste trzyma się w zamrożeniu 5 lat.

Robię co mogę

Ale dość już o badaniach klinicznych. Jak już wspomniałam, zaczęłam codzienne spacery, bo ruch pomaga w pracy szpiku. W moim przypadku żywienie nie ma na to wpływu. Mam w normie poziom żelaza i wapnia, których zaburzenie może powodować anemię. Muszę poprawiać kondycję, a co może być lepszego jak nie ruch, dotlenienie i sport. Ruszam się więc w miarę moich możliwości. Przeziębienie i antybiotyki także mam już za sobą (pewnie i one trochę mnie ostatnie wyniszczyły). Namiętnie robię łapacze snów. Dwa wystawiłam na licytację dla chorej na raka osoby. Kilka oddałam w prezencie. Dwa zostawiłam sobie, niech wypędzają złe fluidy! Teraz zamierzam pobawić się Decoupagem. Tak na własne potrzeby. Zacznę od świątecznych pisanek. Klej także ugotuję sobie sama z wody i mąki ziemniaczanej. Zobaczymy, co wyjdzie. Nie myślę o chorobie. Przyjmuję gości (czasem się niepotrzebnie rozklejając), prowadzę ciągłe telefoniczne rozmowy. Żyję pełnią życia (no, może to brzmi zbyt górnolotnie).

Leave a Reply