Czekać, jak to łatwo powiedzieć

Trochę zwlekałam z napisaniem kolejnej wiadomości. Nie z lenistwa, ale po prostu nic się nie dzieje ciekawego. Czas płynie, a moja sytuacja praktycznie się nie zmienia.
Na ostatniej wizycie kontrolnej lekarz uzmysłowił mi, że ostatni wlew to wlew dziewiąty. Chyba musiałam gdzieś zgubić jeden miesiąc. Nie wiem, jak to się stało, ale mówiąc szczerze nie ma to większego znaczenia. Za tydzień przypadałby mi w takim razie już cykl dziesiąty. W czasie ostatniej rozmowy z lekarzem ( telefonicznej, bo morfologię robiłam u siebie i wysyłałam wyniki mailem) ustaliliśmy, że damy czas organizmowi na samoistną odbudowę. Cieszę się z takiego obrotu sprawy, bo dokucza mi wątroba albo żołądek, trudno zgadnąć. Może coś się poprawi przez ten wolny od chemii czas. Wyniki morfologii jak na moje standardy nie są najgorsze. Erytrocyty 2,90 mln/ql, Leukocyty 1,86,tys/ql , Hemoglobina 10,0g/dl , Hematokryt 31,4% , Płytki krwi 61 tys/ ql , Neutrofile 0,71 tys/ql. Jak widać odporność nie jest imponująca, ale co tam. Biorę Kurkuminę, Biseptol, Flucofast i Heviran i jakoś udaje mi się unikać wszelkich infekcji.
Znów dieta
Zaczęłam też dbać o dietę. Przeprosiłam urządzenie do gotowania na parze (ma chyba jakąś fachową nazwę, ale nie bardzo wiem jaką), nie jem smażonego, unikam cukru (nie do końca, bo nie mogę zupełnie wyrzec się cudnych ciasteczek owsianych), ale poszłam na kompromis i cukier zamieniłam na miód. Piszę kompromis, bo jednak z cukrem są twardsze i tym samym chyba lepsze, no trudno. Jabłka piekę w mikrofalówce, by pozabijać ewentualne bakterie (właściwie to nie wiem dlaczego, ale w zaleceniach mam unikać surowych owoców). Trochę to dziwne, bo skoro polecane są soki, to dlaczego nie mogę schrupać surowego jabłka? Ale jak mus to mus. Zrobię wszystko, by przestała mnie boleć ta nieszczęsna wątroba. Ciągle z tyłu głowy czuję lęk przed powtórką bolesnego ataku. Gdybym jeszcze znała prawdziwą jego przyczynę, byłoby mi łatwiej. Ale przecież nikt nic nie wie na pewno. I rób tu człowieku, co chcesz. Jakiś życzliwy pan na blogu po przeczytaniu opisu mojego ataku zasugerował, że to mógł być efekt nerwicy. Być może, w końcu moje dwuletnie atrakcje, począwszy od diagnozy poprzez trzy linie leczenia szpiczaka, mogły wywołać we mnie jeszcze i taką chorobę. A że trudną ją w 100% zdiagnozować, to znów pozostaje mi tylko przypuszczenie. Nikt mi nie zagwarantuje, że to prawda.
Leave a Reply