Koniec czwartego cyklu kuracji

Wczoraj miałam wizytę kontrolą kończącą mój czwarty cykl kuracji. Powinnam też zgodnie z procedurą badań klinicznych i zdrowym rozsądkiem zacząć piąty cykl. Ale trochę się pogmatwało. Moje wyniki nadaj spadają i zbyt dużym ryzykiem byłoby mnie zatruć na cały miesiąc.
To moje aktualne wyniki: Niestety szału nie ma! (NEU: O,63 K/uL, PLT: 91 KuL, RBC: 2,56M/uL WBC: 2,01K/uL, HGB: 8,7g/dl – chemia kliniczna w normie) Melflufen to nie jest tabletka, z której można zrezygnować i wszystko wróci do normy, ale wlew lekarstwa, które buszuje sobie w moim organizmie przez cały miesiąc. Tak więc wracając do zdrowego rozsądku, kolejny cykl mam przesunięty w czasie. Na jak długo? Nie wiadomo. Wszystko zależy od wyników, bo procedura badań nie pozwala na rozpoczęcie kolejnego cyklu, jeśli neutrofili jest mniej niż 1 K/uL. Na razie mam znów brać zastrzyki na ich wzrost, wystrzegać się zakażeń i zdrowo odżywiać. Za tydzień morfologia i „się zobaczy”! Czuję się dobrze, gdyby nie znajomość wyników, nie sądziłabym, że coś się dzieje niedobrego. Łykam kurkuminę i prowadzę normalne życie. Odporność mam dobrą, mimo braku neutrofili. I niech mi ktoś powie, że kuracje niekonwencjonalne nie skutkują! Znowu czekam!
CZEKANIE
Znów nie wiem!
Obawa, lęk, oczekiwanie.
To jeszcze nie to, jeszcze nie tu, jeszcze nie teraz,
ulga
nieśmiała radość, ciche drganie serca,
szczęście skryte za parawanem strachu.
Haust ożywczego powietrza,
powiew życia.
(B.F.)
Leave a Reply