Myśl pozytywnie… dobre sobie!

Myśl pozytywnie… dobre sobie!

O tym, że pozytywne myślenie to połowa sukcesu, słyszę od początku mojej choroby. Już pani psycholog w czasie mojego pobytu w szpitalu, kiedy starałam się przetrawić postawioną przez lekarzy diagnozę, powtarzała to kilkakrotnie. Niestety trąci mi to banałem. Wiem, wiem, to fakt stwierdzony naukowo! Pewnie ci, co myślą pozytywnie, umierają szczęśliwsi! 

W internecie znalazłam recepturę na pozytywne myślenie w codziennym życiu. Niestety zupełnie mi się to nie zgadza z moim życiem, a przeżyłam już wiele ( może własnie dlatego). Moje pozytywne myślenie jest całkowicie zależne od samopoczucia w danej chwili. Mam na myśli czysto fizyczne odczucia. A oto złote myśli z internetu.

Po pierwsze. Przyjrzyj się swoim zmartwieniom i smutkom. Postaraj się zrozumieć ich istotę i źródło. Najlepiej jeśli stawisz im czoła jak najprędzej i jak najszybciej się z nimi pożegnasz.

Fajnie! Doskonale rozumiem istotę i znam źródło moich zmartwień i smutków. Prawda nie jest optymistyczna ani różowa. Jestem chora na nieuleczalną chorobę! Mam w sobie złośliwy nowotwór! Od ponad roku usiłuję zminimalizować jego siłę, bo o całkowitym pozbyciu się tego cholerstwa nie może być mowy! Czy według twórców teorii o pozytywnym myśleniu można coś z tym zrobić? Czy ktokolwiek przekonany o sile dobrego samopoczucia na efekty walki z chorobą, potrafi wczuć się w moją sytuację? Jak najprędzej (zgodnie z zaleceniem) stawiłam czoła moim smutkom, ale ni jak nie mogę się z nimi pożegnać. Tkwią we mnie, dźgając w serce i zaburzając spokój ducha. Może gdyby chodziło o banalne trudności w pracy, czy np. o odejście partnera, dałoby się jakoś dostosować do zaleceń. Trudności w pracy? Szukaj innej i nie biadol! Nie daj sobą pomiatać i weź sprawy w swoje ręce! Odejście ukochanego? Taki to i ukochany! Po prostu nie zauważyłaś, że człowiek obok ciebie to zwykła mała szuja. Odszedł? Czyli masz problem z głowy. Szukaj nowego. Szpiczaka pozbyć się nie mogę. Jak mam myśleć pozytywnie? Co takiego mam sobie powiedzieć, by było lepiej? Nawet jeśli na pewien czas uda mi się skutecznie siebie przekonać, że nie jest źle, to i tak dopadnie mnie chwila, gdy dopuszczę do siebie myśli zupełnie (zgodnie z teorią o pozytywnym myśleniu) niedopuszczalne.

Po drugie. Wyeliminuj wszystkie negatywne rozmowy. Każdy z nas potrafi się wplątywać w obsesyjne myśli, które wywołują negatywne myślenie. Postaraj się tego bezwzględnie unikać. Takie myślenie jest całkowicie bezużyteczne.

Świetnie! Od dziś z sąsiadami rozmawiać będę tylko o ładnej pogodzie, bo deszcze i zachmurzenie mogą wywoływać niepotrzebnie złe skojarzenia. Nie wspomnę, że łupie mnie w barku i drętwieją ręce, bo a nuż wplączę się w obsesyjne myśli o mojej chorobie. Jeśli nie będę o niej mówić, na pewno poczuję się lepiej! W samotności i do poduszki wypłaczę moje żale, a mąż i dzieci będą się dziwić, że nie mam humoru. Ja muszę mówić o moich smutkach! Muszę wyżalać się bliskim. Muszę zrzucić z siebie ten ciężar, bo wtedy właśnie jest mi lżej. To nie milczenie i unikanie rozmów na niewygodne tematy jest wyjściem z sytuacji, a mówienie o nich i oczyszczanie duszy z tego, co smutne i niewygodne.

Po trzecie. Stosuj pozytywne afirmacje. „Dzisiejszy dzień będzie moim dniem, dziś wszystko dobrze się ułoży, a ja będę świetnie się czuć..”

Próbuję! Dziękuję Bogu za przeżytą noc, proszę go o szczęśliwy dzień. Szczęśliwy, czyli bez nieoczekiwanych niespodzianek ( bo nic mnie tak nie smuci, jak pojawianie się nieznanych i nieprzewidzianych zaburzeń w „oswojonych” już objawach choroby).

Po czwarte. Zastąp negatywne stwierdzenia pozytywnymi np.: „zasługuję na najlepsze” zamiast „jestem porażką”.

Oczywiście, że zasługuję na najlepsze. Nie zasługuję (według mojej opinii) na to, co mnie spotkało. Ciągle mam pretensje do Boga, że dał mi tak niesprawiedliwy prezent. Nie mogę w tej kwestii myśleć pozytywnie. Nie uspokaja mnie fakt, że inni mają gorzej. Że cierpią, giną, umierają. To nie jest żaden argument. Równie dobrze można powiedzieć, że inni mają lepiej. Są zdrowi, bogaci, spełnieni… Wiem, jak to brzmi! Wiem, że jestem egoistką, wiem, że brak mi pokory, wiem, że … ale to wcale mnie nie uspokaja.

Po piąte. Skup się na teraźniejszości. Ciesz się chwilą teraźniejszą, swoją codzienną dozą szczęścia. Bądź radosny tu i teraz!

To jedno chyba mi się podoba. Robię, co mogę, by czerpać z życia przyjemność. Kiedy już wyładuję frustrację (ten blog jest świetnym sposobem na rozładowywanie napięcia) muszę szczerze stwierdzić, że mam wiele powodów do radości. Wystarczy ( o zgrozo!) pozytywnie myśleć.

Chemioterapia

Barwy lekko wypłowiały

dźwięki zmieszały się z echem

dotyk waha się

między otępieniem

a nadwrażliwością

ale nadal z pazernością

smakuję życie

delektuję soczystością

gmeram w paletach odcieni

wybierając najsmaczniejsze kąski

                                                                                                                        ( B. F.)

2 Responses

  1. Odejście partnera??!!!!! Zglupialas??!! Przecież tego szpiczaka pokonasz wzorcowo, ale to, co napisałas to już przesada! Wszyscy wiedzą, że masz najcudowniejszego męża na świecie!!! Oczywiście nie wolno tego oficjalnie ogłaszać, bo w głowie im się od razu przewraca.? Ale Basienko, męża, oddanego, znoszacego Twoje mniejsze lub większe fochy i wpatrzonego w Ciebie jak w ikonę, ze świecą szukać!!! Szpiczak to tylko etap przejściowy, a Grzegorz przy Tobie to jak jedyny pewnik w tym życiu! Przepraszam, jeśli odbieglam trochę od Twojego głównego wątku, ale oburzylam się wręcz! ? Całusy ogromne przesyłam ?

    • Elu! To nie było o Grześku! Boże broń! To o tych wszystkich kobietach (lub mężczyznach), którzy rozpaczają z powodu odejścia partnera, bo nie dostrzegają jego małości i bylejakości. Robią z tego tragedię swojego życia, a przecież nie to jest w życiu ważne. Jeśli jesteś zdrowa, wszystko możesz zrobić, stworzyć, pokonać, zmienić… To choroba skutecznie podcina człowiekowi skrzydła. Wiem, co mówię!!! Uściski i przytulańce! Cieszę się, że czytasz mój blog!

Leave a Reply